Tryb ekranu: jasny/ciemny

Wersje tekstowe - kliknij poniżej na tytuł

Możesz udostępniać i cytować teksty bez zmieniania ich pisowni pod warunkiem podania tytułu i strony internetowej jacekberbeka.pl

głuptokracja



Notka autora:
Poniższy tekst jest swoistym testem.
Jeśli Cię urazi lub zirytuje – masz zadatki na głupca.
Jeśli tak rozwścieczy, że nie dotrwasz do końca – na pewno nim jesteś!
Jednak nie wszystko stracone. W Epilogu tli się iskra nadziei…

Motto:
Gdybyście zobaczyli, co zgotowaliście własnym dzieciom – osiwielibyście w jednej chwili!
J.B.

Zebranie, które odbyło się w Rdzeniu Ciemności, było tajne.
Wszystko przebiegało dokładnie tak, jak zaplanowali. Wywrócenie porządku świata i doprowadzenie go na skraj katastrofy było łatwiejsze, niż ktokolwiek mógł przypuszczać.

Spotkanie zaczęło Zło w Czystej Postaci:
– Witam wielką Rodzinę Otchłani. Nasz plan upadku ludzkiej cywilizacji zbliża się do finału!
– Proszę moją genialną siostrę – Głupotę – o analizę sytuacji i dalszą strategię.

Połechtana komplementem Głupota lekko się zarumieniła, odchrząknęła i odrzekła:
– Hm, wszystko wskazuje na to, że moja era już nastała i wspaniale się rozwija. Tworzę rzesze głupców. Panoszę się wszędzie! Nie znam granic i umiaru. Pochłaniam wszystko i zaczynam władać światem. Zarażam niczym niszczycielski, nieuleczalny wirus.

– Dla głupców jestem niewidzialna – dodała radośnie i kontynuowała:
– Zniewalam umysły wszystkich! Bogatych i biednych, wykształconych i niedouczonych, wierzących i ateistów, starych i młodych. Łamię charaktery. Zaślepiam! Pozbawiam analizowania, niezależnego myślenia i refleksji.
– Dzięki mnie głupcy mają zawsze wyrobione, nieznoszące sprzeciwu zdanie.
– Potępiają i bez namysłu wyszydzają inaczej myślących. Są bezrefleksyjni!
– Nie rozważają argumentów, działają instynktownie, ponieważ wpoiłam im automatyzm i błyskawiczne, bezmyślne reakcje.

– Dowartościowałam głupców! Są z siebie nieustannie zadowoleni!

– Doprowadziłam do tego, że Głupota jest jak wiara. A jeśli ktoś ślepo wierzy, to żadne logiczne argumenty do niego nie docierają.
– Wciągam w nasze plany niektórych duchownych, którzy sączą nasze wartości w serca wyznawców. Religia, jej hierarchowie i kler w naszej służbie to potężna broń!

– Głupiec zawsze wszystko wie najlepiej! Dlatego jestem niereformowalna i nie da się mnie zatrzymać.

– Moje imię jest złudne, bo – jak wiecie – jestem niezwykle przebiegła i bystra – dodała nieskromnie.
– Paradoksalnie, to właśnie ja – Głupota – nie jestem głupia! – jeszcze bardziej się napuszyła.

– Chciałam podziękować całej wielkiej Rodzinie Otchłani, a w szczególności:
– Kłamstwu, Ignorancji, Zdradzie, Demoralizacji, Korupcji, Fałszowi, Mamonie, bliźniaczkom Ksenofobii i Homofobii, Rasizmowi, Żądzy, a także Manipulacji i Dezinformacji – z ich mediami, sprzedajnymi dziennikarzami, wszelkimi siewcami bzdur i niezliczoną armią internetowych trolli.

– Jestem niezmiernie wdzięczna za kierowniczą rolę potężnego Zła w Czystej Postaci! – dodała, przymilnie się uśmiechając.
– Nie do przecenienia jest nasze wspaniałe Ego, odurzające ludzi, wybranych przeze mnie, a wywindowanych przez głupców na najwyższe stanowiska.
– Miliony wyborców, niesione zbiorową głupotą pogrzebią znienawidzoną, obmierzłą demokrację, gdyż takie samo prawo wyborcze ma bezmyślny głupiec, jak i laureat Nagrody Nobla. Oczywiście ludzie inteligentni i wykształceni też mi ulegają.

– Powiem więcej... Coraz łatwiej jest mi zniechęcać naszych najgorszych wrogów, czyli ludzi myślących, rozważających i wątpiących. Oni się szybko zrażają i demobilizują. Wątpią, gdyż to leży w ich refleksyjnej naturze. Często widząc, że nie-re-for-mo-wa-lnych głupców jest więcej – zrezygnowani odpuszczają.
– A zachęceni przeze mnie głupcy, głosują na swoich – równie głupich – lub na podstawionych i opłacanych przez nas cwaniaków, karierowiczów i aferzystów. Jeśli głosów głupców nie wystarcza, nasi ludzie odpowiednio liczą głosy…
– Gdyby głupcy znali Prawdę i wiedzieli, kim są ludzie u szczytów władzy, których wybrali, albo ci których chcą wybrać, to włosy stanęłyby im dęba!

– Nim się obejrzą, demokracja przemieni się w głuptokrację!

– Stawiam także na młodych, gdyż nie mają doświadczenia, nie lubią historii i ją bagatelizują. Jestem dumna z opanowania tych skorych do kontestowania i buntu umysłów. Udaje mi się to coraz lepiej.

– Dzięki pomocy naszej siostry Nienawiści i polityków, będących pod jej wpływem – dzielę ludzi. Szczuję, jątrzę i napuszczam ich na siebie. W myśl hasła: „Divide et Impera!” – „Dziel i Rządź!”
– Nawet w rodzinach ludzie z pazurami skaczą sobie do gardeł!
– A co dopiero zwaśnione narody.
– Proste i skuteczne. Od stuleci.

– Głupiec złapany za rękę krzyczy, że to nie jego ręka i swoje niecne czyny bez wahania zarzuca swoim przeciwnikom. Bezczelnie odwraca znaczenia i przeinacza fakty. Gardzi Prawdą i ją wyszydza, ponieważ nie jest po jego myśli.

– Muszę się pochwalić, że dzięki ciężkiej pracy stałam się cechą zbiorową, wręcz globalną!

– Dziś głupcy szczycą i chełpią się przynależnością do wielkiej rzeszy sobie podobnych, wyznających wspólne kretyńskie poglądy, nonsensy i bałamutne teorie spiskowe.
– Widzą u władzy takich samych jak oni, aroganckich ignorantów, spijają każde słowo z ich ust, i nawet gdy zostaną przez nich oszukani, szybko – w wirze głupoty o tym zapominają. Znów dają się manipulować.
– Obracają się stale w kręgach głupców, karmią się głupotą i na głupców wychowują swoje dzieci.

– Tworzą dla nas samonapędzającą się machinę głupców. – To moja największa siła – błyskawicznie rosnąca liczba ogłupionych!

– Doprowadziłam do sytuacji, że Prawda, nauka i ewidentne – bezsprzeczne – fakty są dezawuowane i wyśmiewane. Są bezwstydnie zastępowane kłamstwami, półprawdami i bzdurami.
– Żałosne Odwieczne Dobro, ze swoimi nędznymi krewnymi i wymagającymi zasadami, nie mają szans! Nasza opętańcza Rodzina Otchłani ma atrakcyjniejsze – i, co ważne – łatwiejsze reguły.
– My Miłości przeciwstawiamy Cielesną Żądzę i Nienawiść.
– Życzliwości – Wrogość.
– Sprawiedliwości – Nieuczciwość.
– Patriotyzmowi – Nacjonalizm.
– A Tolerancji – Ksenofobię i Homofobię.
– Oczekujemy niewiele.
– Dlatego świat wkrótce będzie nasz!

– Internet i nowoczesne techniki komunikacji, łatwy dostęp do sterowanych przez nas środków masowego przekazu oraz wielbione przez młode pokolenie media społecznościowe sprawiają, że moi wspaniali głupcy czują swoją wielką siłę i sprawczość. Szybko mogą powielić i rozpowszechnić dowolną bzdurę.

– Daję im proste metody na rozwiązanie trudnych spraw. Cóż z tego, że nieprawdziwe? Głupcy tego nie widzą, ponieważ nie myślą logicznie lub nie mają ku temu wiedzy!

– W tym samym czasie nasi starannie dobrani ludzie u szczytów władzy – często narcystyczni psychopaci i ignoranci o rozbuchanym ego – krzewią nasze dzieło.
– Wykorzystują swoje partie, organizacje i sterowane ruchy społeczne, obłudnie nadając im wzniosłe, sprzeczne z rzeczywistym działaniem nazwy. Cynicznie propagują szczytne hasła, których nie realizują, a na które głupcy się nabierają.

– Śledzę najnowsze trendy! Pracują dla mnie naukowcy i badacze ludzkiej psychiki.
– Do ogłupiania wykorzystuję sztuczną inteligencję, która mi pomaga. Redukuje myślenie i kradnie ludziom pracę. Czym więcej sztucznej, tym mniej ludzkiej inteligencji! Idą na to miliardy, bo zaślepieni przez nasze siostry: Mamonę i Chciwość – inwestorzy chcą zarobić.
– Ku swojej i świata zgubie!
– Cha, cha, cha… – Głupota zaśmiała się szyderczo.

Zwiekszam wpływ Internetu i smartfonów na naszych wrogów – ludzi skłonnych do refleksji, myślących i wątpiących. Coraz bardziej lubią scrollować nasze treści. Stąd już tylko krok do przejęcia ich umysłów.

– Nieświadomie pracuje też dla nas milcząca masa ludzi obojętnych, którzy patrzą tylko na koniec własnego nosa. Nie wtrącają się, nie głosują, mają wszystko gdzieś! Ułatwiają nam zadanie. To oni przyspieszą zagładę.

– Muszę wspomnieć, że skutecznie pomaga nam kamrat Nacjonalizm.
– Czy wiecie, że wykorzystujemy nawet sport, którego najwyższe władze zostały skorumpowane przez naszą skuteczną Chciwość? Rekrutujemy kiboli, z których tworzymy brutalne i łatwe do sterowania bojówki. Napakowane testosteronem karki z przyjemnością i bez opamiętania będą tłuc wrogów. Najpierw ciemnoskórych i imigrantów, a potem również inaczej myślących rodaków.

– Wszystkie używki, wóda i prochy są także na naszych usługach. Wkrótce ulice będą pełne zataczających się pijaków oraz naćpanych ludzkich zombi.

– Przejęliśmy już władzę w kilku mocarstwach i mamy swoich ludzi w najważniejszych organizacjach świata. Jesteśmy gotowi do przejścia do następnego stadium planu.
– Do Etapu Grozy.
– Czasu totalnej, śmiertelnej wojny głupców przeciwko inaczej myślącym.
– Nasza przebiegła Nienawiść zasiała już swoje ziarna. Widać rozkwit okrutnych procesów i powrót, znanych z historii, brunatnych ideologii. Ludzkość ma z czego czerpać bestialskie wzorce.

– Stopniowo, po cichu wymazujemy i przeinaczamy historię. Manipulanci rozpowszechniają wierutne kłamstwa, na przykład że holokaustu nie było, a komory gazowe i krematoria to wymysł.
– Czasem aż zdumiewa mnie moja siła i to, że ktokolwiek może w takie bzdury uwierzyć! – dziwiła się Głupota.

– Ponownie nadchodzi czas terroru! – dodała z satysfakcją.
– Dzięki sterowanym przeze mnie władcom świata intensyfikujemy falę wojny, ludobójstwa i depopulacji.
– Nawet wojska narodu najboleśniej doświadczonego eksterminacją i ludobójstwem, bezlitośnie zabijają ogromne rzesze niewinnych. Świat patrzy i odwraca wzrok. Już tak bywało w historii, ale wtedy nie udało się dokończyć dzieła...

– „Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią” – ha, nigdy bym nie przypuszczała, że zacytuję Biblię, ale to zdanie dobrze oddaje to, co nadchodzi i moje zwycięstwo – chełpiła się Głupota.
– Będziemy tak działać, aż do ostatecznego Armagedonu – końca tej zidiociałej, wypaczonej i zepsutej do szpiku kości cywilizacji. Jeźdźcy Apokalipsy czekają na mój sygnał – mam nadzieję, że przełkniecie to kolejne biblijne nawiązanie – zakpiła Głupota.

– O moim geniuszu świadczy to, że ludziom nie wystarczyła ilość broni umożliwiająca ich jednokrotne zniszczenie. Wyprodukowali jej tyle, że wystarczy do kilkunastokrotnej zagłady ludzkości – upajała się Głupota.
– Cywilizacja zostanie unicestwiona rękami głupców. Konstruktor od własnej zginie machiny!

– Zamiast walczyć z biedą, głodem i chorobami, budować szpitale i szkoły, inwestować w naukę i wiedzę oraz podnosić jakość życia, zamiast tworzyć raj na ziemi – głupcy wydawali tryliony na broń, która ostatecznie ich zniszczy.
– Niewyobrażalne i jakże wspaniałe! – rozkoszowała się rozpromieniona.

– Podjęłam już działania, żeby broń nuklearna została użyta. Nie po to głupcy zgromadzili taki arsenał, aby się zmarnował! Wystarczy jeden stary głupiec u szczytu władzy jakiegoś mocarstwa, który wciśnie guzik atomowy.

– Oto moja wizja:
– Znienacka, gdy nikt nie będzie podejrzewał, w czasie podpisanego i ogłoszonego pokoju, po zabójstwie ważnej osobistości – historia ponownie zatoczy koło i wybuchnie ostateczna, wielka i krwawa wojna. Ziemia zatrzęsie się w posadach i zapłonie. Morza i oceany zatopią całe kraje i kontynenty. Zginą miliardy ludzi, a nieliczni ocalali będą zazdrościć umarłym.

– Ta głupia, zdegenerowana i wypaczona cywilizacja musi zostać starta w pył! – wykrzyczała na koniec, podniecona Głupota.


– Moja droga siostro, bezdenna Głupoto – dziękuję za analizę oraz za tak wspaniałą wizję. – Zło w Czystej Postaci wyszczerzyło się w okrutnym uśmiechu.
– Dzięki głupcom przyszłość będzie nasza! – wycedziło przez krwawe kły.
– Cha, cha, cha, cha – zarechotało na koniec.

– Świat umrze zaskoczony.

– Z rozdziawioną ze zdziwienia gębą!


Epilog:
U Źródeł Jasności trwało spotkanie pod przewodnictwem Odwiecznego Dobra, które rozpoczęło słowami:
– Jesteśmy przerażeni tym, co się dzieje z ludźmi! Przegrywamy walkę o ich serca i umysły.
– Zło w Czystej Postaci, wspierane przez Głupotę i straszliwą Rodzinę Otchłani, triumfują!
– Dlatego Mądrość razem z Prawdą opracowały ostateczny plan ratunkowy, który zaraz przedstawią. Od niego, zależy przetrwanie ludzkości.

– Dziękuję Odwiecznemu Dobru za to spotkanie, bo czas jest ostateczny – zaczęła Mądrość.
– Z wszechogarniającą Głupotą możemy walczyć przez nasłanie na rzesze głupców naszej siostry Refleksji. Ona skłoni ich do myślenia.
– Aby przejrzeć na oczy i stanąć w Prawdzie, muszą oderwać się od kręgu głupców, karmiącego się wzajemnie kłamstwami, nonsensami i absurdami, a także muszą odizolować się od manipulacji sączonej w ich umysły przez media i polityków na służbie Zła w Czystej Postaci.

– Wzbudzamy ostatnie bastiony uczciwych polityków, niezłomnych duchownych, niezależnych naukowców, rzetelnych dziennikarzy – wolnych mediów, zaangażowanych w krzewienie prawdy pisarzy, światłych artystów i twórców oraz wszystkich Ludzi Dobrej Woli.
– Oni będą rozpowszechniali ideę, jak można się uwolnić ze szponów Głupoty.

– Jak już wspomniałam – aby niezależne myślenie wróciło, głupiec musi odizolować się od swojego środowiska i mediów sączących mu w głowę głupotę i nonsensy.
– Musi przestać hipnotycznie wpatrywać się w ekrany telewizorów, komputerów i smartfonów.
– Powinien wrócić myślami do czasów swojej młodości.
– Wtedy przypomni sobie dawne chwile, gdy poznawał świat i myślał samodzielnie.
– Chwile, gdy jako młody, gniewny człowiek buntował się i kontestował porządek rzeczy, a jego umysł nie dawał się manipulować.

– Taka powtarzana medytacja to jedyny sposób na odblokowanie umysłu głupca.
– Głupiec sam musi spostrzec, że dał się ogłupić, że był stale zwodzony, oszukiwany, wykorzystywany i manipulowany.
– Potem, gdy wróci niezależny osąd, Ludzie Dobrej Woli zaczną tłumaczyć i przekonywać, że po czynach i słowach łatwo można poznać i rozróżnić, kto wyznaje Odwieczne Dobro, a kto jest oszustem i krętaczem w służbie Zła w Czystej Postaci.

– Przecież zło, głupotę, chamstwo, agresję i kłamstwo widać gołym okiem! – dodała Prawda.
– Słychać je wyraźnie z ust jego fanatyków.
– Trzeba tylko wzbudzić u siebie refleksję i niezależne myślenie!
– Wierzę, że to się uda, gdyż człowiek jest w głębi duszy dobry... – zakończyła Mądrość.


Odwieczne Dobro głęboko się zamyśliło.
W swojej nieskończonej Mądrości wiedziało, jak arcytrudne i odpowiedzialne ma zadanie.
Misję uratowania ludzkości przed zagładą!
– Czy to jest realne? Czy głupcy zaczną myśleć, przejrzą na oczy i dadzą się przekonać?

Zastanawiało się: – Czy czasem także do ich domu, do Źródła Jasności – powoli, chytrze i niepostrzeżenie nie zaczęła się już wślizgiwać Głupota?


Postscriptum:
Pomyśl! – może to jednak dotyczy Ciebie???

Końcowy komentarz autora:
Być może jestem głupcem, naiwnie wierząc, że ten tekst cokolwiek zmieni…





TO!

(…)ponieważ przeszłość nie rzuca już swego światła na przyszłość, rozum ludzki błądzi w ciemnościach.(...)
Alexis de Tocqueville


Posłuchaj, proszę co powiem.
O najważniejszym.
Dla Ciebie, dla mnie, dla Niej i dla Niego.

Trudno uwierzyć, że 80 lat po wojnie TO! wraca.
Przypudrowane, dopracowane i wzbogacone o nowe idee.
Podnosi swój brunatny łeb i szczerzy się bezczelnie.
Według jednych obnaża krwawe kły w szyderczym uśmiechu, a zdaniem innych uśmiecha się zalotnie.
Tu i tam ma ostre szpony, nie stępione przez lata uśpienia.

TO! można rozpoznać po agresji, dyskryminacji, nienawiści.
Po szczuciu i opluwaniu inaczej myślących.
Po homofobii.
Po skrzętnie maskowanym złu.
I po tym, że TO! jest niereformowalne, ślepe dla prawdy.

Lubi się pławić w religijnym sosie.
Gott mit uns!
In God we trust!
С нами Бог!
Tylko z nami!
Reszta na pohybel!

Nie ma nic złego w religiach i w wierze.
Dopóki nie są instrumentem hipokrytów, którzy nie mówią czego innego a robią zgoła inaczej.
Nie wypalają oczu i uszu dwulicowością.

Po czynach TO! można poznać!
Miał rację Roman Brandstaetter w „Litanii o zbawienie od głupoty”.

Łatwo dostrzec, jak TO! działa i do czego zmierza.
Dzieli ludzi - skaczą sobie do gardeł.
TO! sieje dezinformację, półprawdy i kłamstwa. Przez media, internet, z ambony.
Żeby nikt nie odróżnił prawdy od manipulacji i łgarstwa.

TO! wszystko wie najlepiej!
Poucza, dyktuje, wymusza!

TO! jednoczy wyznawców, bo widzą że TO! działa.
Gdy szczują mają groźne, złe twarze.
Kto nie z nami, ten przeciw nam!
Tak było wtedy i tak jest teraz.

Ludzie ludziom… Ludzie podludziom …Ludzie???

Na szczęście TO! widać gołym okiem.
Jeśli nic się nie zmieni - TO! nas pochłonie!
Zostanie TO! i głupcy przed ekranami, podburzone oszołomy, bezmyślni niewolnicy.
I rasa opływających w bogactwo tyranów, którzy dokończą, TO!, co zaczęli.

Ostatnia szansa!
TO! samo nie rozejdzie się po kościach.
TO! liczy na obojętność i strach…

TO???
TO!!!



Roman Brandstaetter: „Litania o zbawienie od głupoty”

Motto: Dlaczego głupota przylgnęła do nas tak silnie?
Przede wszystkim dlatego, że nie zwalczamy jej całą odwagą, ani z całym zapałem nie rwiemy się do wyzwolenia.
Seneka: List IX do Lucyliusza


Zbaw nas od głupoty, Panie!

Jesteśmy solą zwietrzałą i bezużyteczną
Nie umiemy żyć,
Nie umiemy myśleć,
Nie umiemy patrzeć,
Nie umiemy słuchać,
Nie umiemy niczego przewidzieć,
Nie umiemy z nieszczęść wyciągać zbawiennych nauk.

I tak wspinamy się
–zgraja ludzi
Opętanych żądzą zdobywania–
Po stromej drabinie złudzeń,
A jej szczeble pękają i łamią się
Pod ciężarem naszych kroków nierozważnych.
Czyniąc wszystko na przekór zdrowemu rozsądkowi
I przyrodzonej skłonności do trwania.
Idziemy urojoną drogą
Do urojonego celu.

W klęskach naszych upatrujemy zwycięstwa,
W zwycięstwach nie widzimy zarodków klęski,
W nonsensie upatrujemy sens,
A mowę,
Ten przywilej i chlubę naszego wybraństwa
Uczyniliśmy narzędziem pustej paplaniny
I brzydoty,
Jadowitego kłamstwa,
Na którym usiłujemy zbudować
Wielkość człowieka.

Boże nieskończonej mądrości,
Stworzycielu doskonałego kosmosu
I najpiękniejszej ziemi,
Nieśmiertelnej duszy
I mózgu, i szarych komórek,
I pięciu zmysłów, i wolnej woli,

Wyzwól nas z drapieżnych szponów głupoty
Tej czarnookiej kusicielki,
Wabiącej nas na wszystkich rogach historii
Jak na rogach ulic,

Od tej sprawczyni
Naszych błazeńskich zamiarów i czynów
I upadków,
I jałowego życia,
I daj nam mądrość oczyszczenia.

Nam
Synom ziemi,
Soli zwietrzałej i bezużytecznej.





DLATEGO...

sześcioletnia dziewczynka
dziecko jeszcze
rozpruta bagnetem
jak stara lalka
leży cicho w błocie Buczy
zgwałcona i porzucona
RZECZ!

tulą się setki martwych ciał
na polnej drodze w wietnamskim Mỹ Lai
półnagie, torturowane
PRZEDMIOTY!

furkoczą w porywach himalajskiego wiatru
pięciokolorowe flagi modlitewne
wyblakłe symbole pokoju, współczucia, siły i mądrości
poruszają nimi dusze zamęczonych Tybetańczyków
NIEWIDZIALNE!

krzyczą upiorną ciszą
jeszcze ciepłe krematoria Auschwitz
pochłonęły, pożarły miliony niewinnych
ludzie… ludziom, ludzie… podludziom, ludzie?
ZAPOMNIANE!

Kambodża, Rwanda, Nankin, Bośnia, Burundi
Aborygeni, Indianie, Tatarzy, Ormianie, Romowie, Kurdowie
obcy, swoi - bez znaczenia
DALEKO OD NAS!

DLACZEGO???
przez wszystkich!
bo nie wyciągali wniosków z historii, nie myśleli
nie demaskowali kłamstwa, zła, głupoty
bo mieli wszystko w dupie…

CO TERAZ?
CO DALEJ?
DOKĄD ZMIERZAMY?

kamień zagłady[*] już prawie czarny
zło wciąż wygrywa
co pozostanie?
czy tylko martwa cisza???

przeze mnie, przez ciebie, przez nas!
bo nie uczymy się z historii, nie myślimy
nie demaskujemy kłamstwa, zła, głupoty
bo mamy wszystko w dupie…

--------
[*] w tekście jest odwołanie do opowiadania "Kamień Zagłady"





Everest - Jacek Berbeka

oparte na faktach...

Pamięci Krzysztofa Berbeki, Macieja Berbeki oraz tych, którzy z GÓR nie wrócili.
Dla wszystkich, którzy Góry kochają.

Rok dwutysięczny.
Lodowate zimno.
Jacek Berbeka przy każdym oddechu przeraźliwie charczy i kaszle.
Słyszy musujący szum i dudnienie w głowie.
W rytm bicia serca.
Ma cel.
Szczyt.

Wyrzut adrenaliny.
Strzał endorfin.
Kolejny świszczący oddech, wyrwany płucom.
Następny.
Jeszcze jeden.
Każdy, jak kamień milowy.
Niczym ostatni akord symfonii życia, grany w ryczącej zamieci.
Nie poddaje się.
Walczy!
Wyczerpany i obolały z trudem pnie się do góry.

Ma doświadczenie w ośmiotysięcznikach.
Gaszerbrum II, Czo Oju i Sziszapangma – samotnie w stylu alpejskim.
Gaszerbrum I wraz z Krzysztofem Wielickim, Carlosem Carsolio i Edem Viestursem.
W trzydzieści godzin.
Nieprzerwanie, z bazy na szczyt.
Ciągły niedosyt, jak to u himalaistów.
To jest jak narkotyk!
Cel życia.
Czasem droga w jedną stronę.
Bez powrotu.
Taka jest cena miłości do Gór.

Dzisiejszy bój to jego piąty ośmiotysięcznik i druga próba ataku na najwyższą górę świata.
Mount Everest bez tlenu?
On, jako pierwszy Polak?
Przy takiej pogodzie jak dziś to szaleństwo!
Wyjący, huraganowy wiatr, porywający tumany śniegu, jeszcze się wzmaga.
Zamierza zrzucić w przepaść, na zatracenie.
Chce zabić, przenikając mrozem.

Jak jego ojca Krzysztofa – 18 marca 1964 roku w Dent d'Herens w masywie Matterhornu.
Jak brata Maćka – na Broad Peak.
O bracie jeszcze nie wie.
To stanie się dopiero za trzynaście lat.

Osiem tysięcy metrów.
Strefa śmierci!
Człowiek jest tam cieniem samego siebie.
Mijają godziny.
Ból przy każdym ruchu szarpie ciało.
Osiem tysięcy czterysta metrów.
Dokładnie tyle, co dwa lata temu, gdy będąc blisko śmierci, zawrócił.
To trauma dla wspinacza.
Bad Jack jest twardy i nieustępliwy.
To góral z Zakopanego.

Wspina się uparcie dalej: osiem tysięcy pięćset, osiem tysięcy pięćset pięćdziesiąt, osiem tysięcy pięćset dziewięćdziesiąt…
Osiem tysięcy sześćset metrów.
Ten cholerny wiatr szarpie jeszcze mocniej, niosąc na swoich skrzydłach śmierć.
Znowu brutalnie próbuje zmieść go w otchłań.
Osiem tysięcy sześćset pięćdziesiąt metrów.
Kres możliwości.
Przerywane resztki oddechu.
Nie czuje rąk. Nie czuje nóg.
Wie, że nie może wspinać się dalej, jeśli chce wrócić.
Chyba że nie zakłada się już powrotu…
Wybór życia lub śmierci.
Podejmuje decyzję ostatnią resztką świadomości.

KONIEC!
Odpuszcza.
Ostrożnie zawraca.
Trzeba jeszcze zejść do bazy.
Trudno, będą „tylko” cztery ośmiotysięczniki.
Przeżycie to największy sukces!
Trzeźwy osąd i słuszny wybór!
Potwornie trudno w tym stanie, w takich warunkach, zachować racjonalne myślenie i rozsądek.
Wielu się nie udało…

Dokładnie w tym samym czasie, na drugim końcu świata, Jacek Berbeka rozpalił ogień w kominku.
Zrobił ulubioną, aromatyczną herbatę – z własnym sokiem malinowym, plasterkami cytryny, pomarańczy, goździkami, cynamonem i imbirem.
Pochłaniał jednym tchem pasjonującą książkę o wyprawach himalajskich.
Takie książki najlepiej czyta się zimą, w ciepłym zaciszu domu.
Latem to już nie to.
Ha, ależ wyczyn!
Miękka kanapa, ogień tańczący w kominku, ciepłe kapcie i urzekający napar.
Nie kontynuował rodzinnej tradycji wspinaczkowej.
Wyrodził się.

Kismet!

Kraków, w odróżnieniu od Zakopanego, jest za daleko od Gór, więc może dlatego nie przesiąknął tą specyficzną atmosferą i górską przygodą.
Dlatego nie pytajcie mnie, dlaczego Oni Tam idą, o braterstwo liny, nie oceniajcie – bo trzeba Nimi być, aby wiedzieć i zrozumieć!

W liceum Jacek Berbeka z Krakowa, z klasową ekipą – z Pałsonem i Marabutem – oraz Jacek Berbeka z Zakopanego, przyszły wybitny himalaista, spotykali się na budowanej autostradzie A4.
Bad Jack bił z kolegami z AWF-u rekord świata w całodobowej, wielodniowej jeździe na rowerze.
Zamiast na lekcje w „dziewiątce”, chłopcy jeździli kibicować i pomagać kolarzom.
To było bardziej pasjonujące niż nauka.

Wspólne korzenie. Te same imiona, to samo nazwisko, a przyszłość napisała dwa różne scenariusze, na dopiero powstającej autostradzie… życia.

Obaj kochają góry – każdy na swój sposób.
Jacek z Zakopanego nadal się wspina. Jest przewodnikiem wysokogórskim.
Jacek z Krakowa dalej czyta w zaciszu domu o wyprawach himalajskich.

Gdy się spotykają, nie rozmawiają o tych, co nie wrócili.

Nie czują potrzeby.

Mają ich w sobie!





Dar

Mosze Rappaport obudził się o świcie, zlany potem, z twarzą skrzywioną gniewem.
Nie cierpiał snów, w których pojawiał się jego dawno zmarły ojciec.
W głębi duszy czuł, że te sny zawsze przynosiły zmiany w życiu jego rodziny.
A Mosze nie lubił zmian.

Echa ich dziwnej rozmowy nadal dźwięczały w jego półświadomej głowie.
– Ty, Mosze, masz wielki Dar! – mówił ojciec. – Nie mogę wyjawić jaki, ale używaj go mądrze i z wielką rozwagą.
– Ale, Tate, ja? – odpowiedział Mosze, – prosty mełamed [1] w chederze? [2]
– Jaki Dar?
– Nic o nim nie wiem!
– Wielki Dar, Mosze. Masz imię po Proroku i masz Cenny Dar – upierał się ojciec. – Idź jutro o świcie na Górę Pustynną, tam go odnajdziesz!
– Ale Tate, jutro ma przybyć cadyk [3] Reb Levi Kohn z Hebronu, czekałem długo na niego, miałem w południe wysłuchać jego nauki.
– Aj, Mosze, cadyk nie zniknie, a ja ci mówię – ty jutro idź na Górę Pustynną.

Mosze wstał niespiesznie z łóżka, otarł rękawem resztki potu z czoła i głęboko się zamyślił.
– Wiadomo, każdy by chciał mieć Dar, choć to niedorzeczne, bo to tylko mara senna. Ale tak ot, na wszelki wypadek, z żydowskiej ostrożności – pójdzie i sprawdzi.
Kto wie? Najwyżej straci cały dzień.
I cenne nauki cadyka.

Słońce paliło niemiłosiernie, a powietrze na horyzoncie, usianej ostrymi skałami pustyni, zdawało się drgać w rytm uderzeń serca, a może nawet szybciej.
Od czasu do czasu wiatr wzniecał tumany pyłu Judy.
Mosze siedział, kiwając się rytmicznie w cieniu wielkiej Góry Pustynnej, i medytował.
Czekał na Dar.
Minęło wiele godzin i nic się nie działo.
Walczył z cisnącymi się do głowy myślami o dzieciństwie i doniosłych naukach Cadyka, które go dzisiaj ominą.

Gdy słońce było w południowym zenicie, zapadł w dziwny letarg, a może tylko mu się wydawało, że w głowie zaczęła mu się kołatać dziecięca wyliczanka:

– entele kiepele sigite ciaj, rapete kapete aj, waj…
– entele kiepele sigite ciaj, rapete kapete aj, waj…


Po dłuższym czasie ocknął się i postanowił wrócić do domu.
– Jestem stary, a głupi. Kto widział wierzyć w sny – pomyślał zrezygnowany.

Zbliżało się południe. Sala była wypełniona po brzegi świątobliwymi Żydami i mieszkańcami miasteczka.
Nawet na ziemi siedzieli chętni do wysłuchania światłych nauk.
Uczony w piśmie, wielce szanowany za swoją mądrość cadyk Reb Levi Kohn z Hebronu, głaskał powoli, jak to miał w zwyczaju, swoją długą, siwą, szpiczastą brodę i rozpoczął nauki.

– Szalom, Szalom, bogobojni Żydzi – rozpoczął Reb Levi, a następnie rzekł arcypoważnym tonem:

– entele kiepele sigite ciaj, rapete kapete aj, waj…
– entele kiepele sigite ciaj, rapete kapete aj, waj…


Na początku słuchacze pomyśleli:
– Cóż za nietypowe rozpoczęcie nauk! Mądrość cadyka zaiste wielka jest!
Ale w miarę upływu czasu, gdy powtarzał w kółko to jedno dziwne, rymowane zdanie, po sali zaczął się nieść szmer zdziwienia, przechodzący w zaniepokojenie.
– Cóż to ma być? Co to tutaj wyprawia się? – padały zewsząd pytania.
Reb Levi Kohn zamknął oczy i natchniony, głaskając brodę, nie przestawał coraz szybciej i szybciej powtarzać:

– entele kiepele sigite ciaj, rapete kapete aj, waj…
– entele kiepele sigite ciaj, rapete kapete aj, waj…


Zdezorientowani uczniowie cadyka unieśli go pod ramiona i szybko wynieśli z sali.
– Rebe jest dzisiaj chory, niedysponowany on jest – tłumaczyli.

Mosze Rappaport, jedząc wieczorną strawę z rodziną, walczył z całych sił ze zmęczeniem po całym dniu spędzonym w skwarze pustyni.
Kleiły mu się oczy do snu.
Jego syn Yehuda po posiłku powiedział:
– Tate, ty nie masz czego żałować, że opuściłeś dzisiaj nauki cadyka, bo dzisiaj Reb Levi Kohn oszalał.
– Zamiast swoich nk powtarzał tylko w kółko dziwną dziecięcą rymowankę…
– Meszuga! [4]
– Jak to nigdy nie wiadomo, co siedzi w najmądrzejszym nawet człowieku! – dziwił się Yehuda.

Ale tego wszystkiego Mosze już od syna nie usłyszał, bo wcześniej wielce znużony spokojnie zasnął.
Śnił o Wielkim Darze, którego nie miał…

A później…

Mosze Rappaport obudził się o świcie, zlany potem.


Słownik pojęć hebrajskich:
[1] mełamed (hebr.) – nauczyciel w żydowskiej szkole – chederze
[2] cheder (hebr.) – szkoła żydowska o charakterze religijnym
[3] cadyk (hebr.) - charyzmatyczny przywódca religijny chasydów
[4] meszuga (hebr.) - szaleniec, obłąkany

Bronocice

Europa Środkowa – obecnie Polska. Bronocice.
Pięćdziesiąt trzy kilometry na północny wschód od Krakowa.
Trzy tysiące pięćset lat przed Chrystusem.
Albo wcześniej.

Dobromysł.
Takież imię mu dano.
Jedynakiem onż był.
I samotnikiem.
Z prasłowiańskiego rodu się wywodził.
Ojciec Wszebor, matka Budzisława – aż plemię całe za nadzwyczajnego go mieli.
Wizje jegoż, nieodgadnione sny, tudzież przeczucia jawiły się darem jakowymś.
Zaś uparte dążenie do Prawdy wypełniało serce jego.
Ów chłopiec nie wiedział, iż objawione mu będzie.
Nie znał, iż stworzy pierwszy na ziemi pojazd cztery koła mający, przez trzy tury ciągniony, jakowoż rozmaite dzieła wyprzedzające czas jego.

Lubił samotnie chadzać w bór bezkresny.
Tamże rozmyślania snuł.
Legał na polanie puszczy nieprzebytej.
Baczył na słońca bieg, na niebo, stworzenia żywe i rośliny wszelakie.
Nocami patrzał w wielość gwiazd na nieboskłonie migoczących.
Czuł więź z jakowymś wszechstworzeniem.
Doświadczał, iż częścią jest czegoś wszechwielkiego, co od wieków trwa.

– Skądżem ja i wszystko, coć obok mnie? I czemuż to jest?

A było tak, iż razu jednego popadł w odrętwienie i zdało się, coby dusza jego od ciała się oderwała, w nieznanych przestworzach wędrując.
– Zaiste, Dobromyśle, nie lękajże się, bomci Ja miłość nieskończona!
– Bogiem Ja, Wszechmogącym i jedynym.
– Stworzycielem człeka i wszechrzeczy!

– Oznajmij tedy, Dobromyśle, siostrom i braciom twem Słowianom, iżby prawi byli, zła nie czynili, zaś wszelaką niegodziwość w obrzydzeniu mieli!
– Albowiem mąciciel odwieczny i nieprzyjaciel mój, Bies, ku złemu wodzić ich będzie.
– Chęć mordu, grabieży, chciwość, żądzę, kłamstwo, strach acz przerażenie wszelakie przynosząc.
– Zaprawdęć powiadam ci: człek wybór ma – dobro alboż zło.
– A będzie każden sprawiedliwie po śmierci z tego rozliczon.
– Głośże to, Dobromyśle, w Imię Me.
– Dajęć ci tedy mądrość, dań prorokowania i moc budowania narzędzi, co czasy twe uprzedzają.

– Dziękić, o Wszechmogący – wszystko wedle woli Twej uczynię! – odrzekł Dobromysł.
I takoż się stało.
Pośród plemion wolę Boga Wszechmogącego po kres dni swech głosił.
Narzędzia, o jakich nie śniło się ówczesnemu światu, stworzył.
W tem wóz cztery koła mający.

Jednakowoż jako Prorok wiedział, iż objawiona mu Prawda przez wieki innymi wierzeniami zastąpiona będzie.
Zatarta, tudzież zawłaszczona zostanie.
Wiedział też, iż w miejscu tem, po onych dniach nazwanym Bronocicami, nieopodal Kopca Pradziejowego potomni odnajdą za lat ponad pięć i pół tysiąca wazę z malunkami jegoż wozu cztery koła mającego.
Zaś obrazy owe na wazie – świadectwem otrzymanego od Wszechmogącego talentu jego ponadczasowego będą.
Czy właściwie odczytane i rozgłoszone oneż zostaną, czy też zazdrośnie umniejszone i ukryte przed światem wszem?

Ale to już całkiem inna to historia…


Epilog: Cudze chwalicie, swego nie znacie…

Zachęcam gorąco do zapoznania się z epokowym i z niezrozumiałych względów – mało znanym odkryciem archeologicznym na ziemiach polskich.

Unikalną, neolityczną wazę, zdobioną niezwykle realistycznymi rysunkami, m.in. z najstarszym na świecie wozem czterokołowym, znaleziono w 1978 roku w Bronocicach – 53 kilometry od Krakowa.
Waza ma ponad 5500 lat i jest starsza od piramidy Cheopsa oraz starsza niż piktogramy wozów z sumeryjskiego miasta Uruk nad Eufratem.

Wyczerpująco i intrygująco o tym epokowym, obecnie jakby zapomnianym odkryciu, napisał Michał Książek w Przekroju:
Pierwsze drzewo przydrożne

W Przekroju umieszczono zdjęcia rekonstrukcji słynnej wazy.
W moim opowiadaniu na YouTube zamieściłem zdjęcia oryginału wazy, wykonane przez Pawła Kamińskiego.

Dziękuję:
Pawłowi Heszenowi – mojemu przyjacielowi, pisarzowi i poecie, marzycielowi.
Bez niego i bez niezwykłego splotu okoliczności oraz przedziwnych przypadków – graniczących z przeznaczeniem – nigdy nie trafiłbym do Bronocic.

Pawłowi Kamińskiemu z Działoszyc – pasjonatowi historii lokalnej, entuzjaście fotografii, poecie i działaczowi samorządowemu, świadkowi wykopalisk archeologicznych w Bronocicach, człowiekowi będącemu kopalnią wiedzy o wazie i historii.
Zdjęcia oryginału bezcennej wazy są jego autorstwa. Nadzwyczajne zrządzenie losu zetknęło nas ze sobą.

Ślepiec

Kiedyś…
Teraz…
W przyszłości…

We wsi mówili na niego „ślepy dziad”. Złośliwie.
Zazdrościli mu syna na rządowej posadzie.
Póki ciepło, kuśtykał po pachnącym trawą i jabłkami sadzie.
– Kto wie? Może to moje ostatnie lato? – pomyślał, siadając wśród drzew na ulubionym, bujanym fotelu.
Czuł promienie słońca przenikające ciało. Przywoływały dawne obrazy, wzbudzały wspomnienia, czule pobudzały zmysły.
Był na pograniczu jawy i snu. A może śnił?

Jak naprawić świat? Zmienić wszystko. Żeby było więcej dobra i szczęścia. Dlaczego jest tyle wojen, nienawiści i cierpienia?

Wiedział! To przez politykę, a właściwie przez ludzi u władzy. Jak jego syn.
Rządzący – bogowie współczesności. Władza, która upaja. Daje pieniądze, przywileje i sławę.
Karmi ego. Zaślepia. Zniewala.

Od wieków sprawdza się to samo. Divide et impera – dziel i rządź.
Ludzie skaczą sobie do gardeł i nikt nie patrzy rządzącym na ręce. Mistrzowie manipulacji i ich zakłamane media budują nie zwolenników, lecz swoich wyznawców.
Zaślepionymi, rządnymi odwetu, jest łatwiej rządzić!
Ignoranci rozdają karty i wydają nasze pieniądze na zbrojenia.
W ich interesie jest podsycanie wojen. Zbadać i ustalić, co maluczkim obiecać, co powiedzieć każdego dnia, aby mieć większe poparcie i wygrać wybory.
Potem przez lata – hulaj dusza, piekła nie ma!
Pełnia władzy – największy narkotyk świata.
Niektórzy na szczycie to rządni krwi narcystyczni psychopaci z rozbuchanym do granic możliwości ego.

Dlaczego wciąż tak się dzieje? On jest ślepy, ale cały świat...??!!
Amok!
Dlaczego człowiek nie myśli, nie analizuje i nie wybiera mądrze?
Przed wiekami niedouczony lud nie miał dostępu do wiedzy, ale dzisiaj?
W krajach totalitarnych to jeszcze do pojęcia, ale w demokracji?
Dlaczego inteligentni ludzie dają władzę często złym, głupim, trwoniącym ich pieniądze ignorantom?
Władzę nad swoim życiem i przyszłością swoich dzieci… Za ochłapy pustych obietnic, które nigdy nie zostaną spełnione?
Absurdalna naiwność!
Bo taki jest system? To się musi zmienić!

Teraz!

Olśnienie! Wiedza spadła na niego jak grom!
– Na Boga, to oczywiste, co zrobić. Że też nikt nie wpadł na to wcześniej.
Jego idea wprowadzała sprawiedliwość. Dla wszystkich. Bez wyjątku. W tak atrakcyjny i oczywisty sposób, że szybko opanuje świat.
To będzie nowy, genialny, idealny system braterstwa ludzi i narodów.
Przy jego teorii demokracja jawiła się jak prehistoryczny żart.
Jest jeszcze nadzieja…

Ślepiec uśmiechnął się z ufnością.
– Muszę o tym wszystkim opowiedzieć – wyszeptał.
Odetchnął pachnącym jabłkami powietrzem.
– Jeszcze tylko chwilę odpocznę…

Serce ślepca biło coraz wolniej… aż stanęło.

Kamień Zagłady

TO OPOWIADANIE POWSTAŁO Z OKAZJI OSIEMDZIESIĄTEJ ROCZNICY WYZWOLENIA AUSCHWITZ, JAKO OSTRZEŻENIE PRZED DESTRUKCYJNYMI KONSEKWENCJAMI LUDZKIEGO ZŁA!

(…) Dnia onego, gdy zoroastryjski kamień sczernieje
i znaku na nim dojrzeć się nie uda,
– przez grom i ogień na świat koniec przyjdzie.
Matki zapłaczą, że dzieci swe powiły…
Czwarta Księga Apokryfu Zohara (…)

Ponad trzy tysiące siedemset lat temu.
Prorok Zaratusztra wędrował po pustynnych górach Azji.
Bóg objawił mu początek i koniec wszechrzeczy.
Nieme kształty skał były świadkami ich spotkania.
Jeden z kamieni przykuł uwagę Proroka.
Zapewne przez swój śnieżnobiały kolor lub owalny kształt, a może poprzez czarny symbol, który literą był, ta zaś cyfrą była, która w znak nieznany przechodziła.
Poczuł nieziemską moc od niego bijącą.
Zabrał ów kamień i darował go uczonemu w piśmie z Judei, który gościł u niego.
Na wieczne świadectwo jego spotkania z Bogiem.

Kamień przebudził się.
Wyrwano go z miejsca, w którym trwał od wieków.
Wiedział, że ma do wypełnienia potworną misję.
Wyruszył w podróż przez świat, która potrwa przez tysiąclecia.
Aby wskazywać bieg czasu do kresu kresów.
Wraz z potwornościami, jakich doświadczał, jego zrazu śnieżnobiały kolor mętniał, szarzał i ciemniał – przybliżając się do widniejącego na nim czarnego symbolu, który literą był, ta zaś cyfrą była, która w znak nieznany przechodziła.
Tak będzie się działo, aż do pochłonięcia świata przez ogień.
Wtedy kamień przybierze czarny kolor.
Tak, jak przepowiedział Zohar.

Nikt, nigdy nie dowie się, czy ciemniejący kamień jest znakiem tylko, czy też wywołuje zło, w którym uczestniczy!

Śnieżnobiały kamień z czarnym symbolem czuł zapach skórzanej sakwy i kołysanie wielbłąda.
Słyszał nawoływania przewodników.
W Judei, w dolinie Elah, przy pustynnej skale, o którą wszyscy się potykali, wypadł z sakwy uczonego w piśmie.
To on w dziesiątym wieku przed naszą erą został użyty przez Dawida w procy, którą zabił w pojedynku Goliata.
Kamień nie był już śnieżnobiały.
Gdy Dawid został królem Judy, usłyszał szept w głowie:
– Posiądź piękną Batszebę – żonę wojownika Uriasza, a jego wystaw na pierwszą linię walki – niechaj zginie!
I tak się stało.
Król Dawid zapłacił za to śmiercią swego pierwszego dziecka zrodzonego przez Batszebę.
Kamień poszarzał.

Król Nabuchodonozor II obracał w palcach kamień, znaleziony w świątyni Salomona, którą zburzył po zdobyciu Jerozolimy.
Wpatrywał się w hipnotyzujący czarny symbol, który literą był, ta zaś cyfrą była, która w znak nieznany przechodziła.
Wreszcie uciemiężył i wygnał Judejczyków do Babilonu.
Kamień pociemniał mu w ręku.
A może mu się wydawało?

Za pięćset lat, podczas wędrówki po pustyni, kamień znalazł i schował w swojej szacie Jezus, przez niektórych zwany Królem Żydowskim.
Wtedy to, przez czterdzieści dni zaczął go kusić zły duch.
Po ukrzyżowaniu Jezusa kamień z czarnym symbolem wygrał żołnierz rzymski, grając w kości o szaty Mesjasza.
Kamień zmienił kolor.

Po kilku latach, gdy w czasie kamienowania legionista zadał nim śmiertelny cios Szczepanowi, szarość kamienia zmętniała.
Co się z nim działo przez następne wieki, nikt nie wie.

Po latach, sprzedany kupcom, przypłynął statkiem do Anglii.
Henryk VIII Tudor lubił trzymać w ręce zamorski kamień, przywieziony mu z Imperium Osmańskiego przez Thomasa Cromwella.
Król wpatrywał się w czarny intrygujący symbol, który literą był, ta zaś cyfrą była, która w znak nieznany przechodziła.
Myślał o kolejnej żonie i o tym, jak zostać głową kościoła.
Przez następne dwa wieki kamień patrzył na niesprawiedliwość i zło monarchii.

Nadal ciemniał w czasie rewolucji francuskiej, gdy był świadkiem terroru i tysięcy egzekucji.

W Jekaterynburgu, w nocy z 16 na 17 lipca 1918 roku, było parno.
W piwnicy domu Ipatiewa, nic nie podejrzewający car Mikołaj II z żoną, pięciorgiem dzieci i służbą, pozowali do zdjęcia dokumentacyjnego rewolucjonistów.
Trzymali w rękach poduszki z kosztownościami.
Wśród precjozów był kamień, skradziony przez carskich szpiegów w czasie rewolucji francuskiej.
Wkrótce, otoczeni dymem prochu, wszyscy byli martwi.
Kosztowności i kamień przejęli bolszewicy.

Reichsleiter Alfred Rosenberg, dowódca jednostki konfiskacyjnej ERR NSDAP, nadzorował grabież złota Scytów na Krymie. Wśród artefaktów znalazł kamień z przedziwnym czarnym znakiem.
Wręczył ten prezent swojemu przyjacielowi – SS-Obersturmbannführerowi Rudolfowi Hößowi, komendantowi obozu Auschwitz-Birkenau.
Tam kamień pociemniał najbardziej.

Po wyzwoleniu niemieckiego obozu koncentracyjnego przez Pierwszy Front Ukraiński Armii Czerwonej, marszałek Iwan Stiepanowicz Koniew zabrał z biurka komendanta obozu – na pamiątkę zwycięstwa – ciemnografitowy kamień z przebijającym się czarnym symbolem, który literą był, ta zaś cyfrą była, która w znak nieznany przechodziła.

Po wojnie kamień trafił w prywatne ręce w Kijowie.
Był świadkiem okrucieństw po brutalnej napaści Rosji na Ukrainę.
Z każdym bestialstwem stawał się ciemniejszy.

Agent katsa Aaron Levi z Departamentu Wywiadowczego Mossadu wiózł niezwykły kamień do Izraela.
Władze ukraińskie prosiły o datowanie izotopowe oraz o zbadanie, dlaczego dziwny kamień zmienia kolor.
Samolot, którym leciał, został trafiony rakietą Hezbollahu i spadł na tereny palestyńskie.
Wszyscy zginęli.
Kamień przejęli Palestyńczycy.
Gdy doświadczył okrucieństw na Bliskim Wschodzie, przybrał kolor antracytu.

Czas płynął, świat się nie zmieniał.

W tym dniu nadszedł czas na radykalną zmianę.
Stały Komitet Biura Politycznego Komunistycznej Partii Chin podjął tajną decyzję dotyczącą rozpoczęcia wojny.
Dowódca Sił Rakietowych Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej, generał Wang Tsu, wydał rozkaz ataku na Stany Zjednoczone i Europę.
Pierwsze uderzenie miało być przeprowadzone błyskawicznie, wspólnie z Rosją i Iranem setkami rakiet konwencjonalnych.
Potem miały uderzyć lotnictwo i armie lądowe.

Kamień stał się prawie czarny, tak że ledwie dało się dostrzec symbol, który literą był, ta zaś cyfrą była, która w znak nieznany przechodziła.

Po wystrzeleniu chińskich i irańskich rakiet nastąpiła katastrofa!
Na skutek błędnej linijki kodu w oprogramowaniu uaktywnił się przestarzały, automatyczny, rosyjski system odpowiedzi nuklearnej powiązany z systemem tak zwanej martwej ręki.
Rosja automatycznie wystrzeliła na Stany Zjednoczone i Europę 1783 wielogłowicowe rakiety jądrowe!

Odpowiedź mogła być tylko jedna.

Wtedy to kamień zoroastryjski sczerniał całkowicie i symbolu, który literą był, ta zaś cyfrą była, która w znak nieznany przechodziła, na nim dojrzeć się już nie dało.
Kamienne czakramy, które od prawieków chroniły świat, zaczęły drżeć, aż pękły i rozsypały się w czarny pył.
Nie było już ochrony, nie było ratunku.
Oślepiający błysk!
Ogień i potworny żar zlał się z przeraźliwym grzmotem obiegającym kulę ziemską.

Nastały ciemności wielowiekowej, nuklearnej zimy.

Pierwszy promień słońca oparł się na czarnym, owalnym kamieniu wystającym spod stopionych wybuchami atomowymi skał.
Przez czerń kamienia nieznacznie przebijał JAŚNIEJSZY symbol, który literą był, ta zaś cyfrą była, która w znak nieznany przechodziła.

Znak, nie przez ludzką rękę wyryty…


Kontekst historyczny:
1. Zaratusztra https://youtu.be/kx-Su7m1HTA?si=rvEav5eB-sPtiXuX
2. Dawid i Goliat https://eszkola.pl/jezyk-polski/dawid-i-goliat-202.html
3. Król Dawid Batszeba i Uriasz https://jezuici.pl/2023/12/tragiczne-kobiety-z-rodowodu-jezusa-batszeba/
4. Nabuchodonozor II https://historia.org.pl/2014/10/31/podboj-jerozolimy-przez-nabuchodonozora-ii/
5. Jezus na pustyni https://profeto.pl/40-dni-2
6. Pierwszy męczennik chrześcijański Szczepan https://pl.wikipedia.org/wiki/Święty_Szczepan
7. Anglia Henryk VIII https://pl.wikipedia.org/wiki/Henryk_VIII_Tudor
8. Rewolucja Francuska https://pl.wikipedia.org/wiki/Rządy_terroru
9. Car Mikołaj II https://pl.wikipedia.org/wiki/Morderstwo_carskiej_rodziny
10. Alfred Rosenberg RSS NSDAP https://pl.wikipedia.org/wiki/Alfred_Rosenberg
11. Rudolf Höß alias Höss lub Hoess Auschwitz https://pl.wikipedia.org/wiki/Rudolf_Höß
12. Marszałek Iwan Koniew https://pl.wikipedia.org/wiki/Iwan_Koniew
13. Wyzwolenie Auschwitz https://muzhp.pl/wiedza-on-line/auschwitz-gorzki-smak-wyzwolenia
14. Inwazja Rosji na Ukrainę https://pl.wikipedia.org/wiki/Inwazja_Rosji_na_Ukrainę
15. Agent Mossadu Katsa https://pl.wikipedia.org/wiki/Mosad
16. Bliski Wschód: https://zpe.gov.pl/a/konflikty-zbrojne-na-bliskim-wschodzie/D13J2GZ92
17. Chiny Wojska Rakietowe https://tvn24.pl/swiat/chiny-wojska-rakietowe-musza-wzmocnic-zdolnosci-bojowe-st8143109
18. Rosja Perymetr RT https://pl.wikipedia.org/wiki/Perymetr_(system_komunikacyjny)


Zaratusztra I – współczesny język


Dziękuję Pani prof. Kindze Paraskiewicz – orientalistce i iranistce, dyrektorce Instytutu Orientalistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego za konsultacje językowe dotyczące języków staroperskiego, awestyjskiego, pahlavi oraz za materiały pogłębiające moją wiedzę. Jestem wdzięczny za bezinteresowną pomoc i cierpliwość.

Azja Środkowa.
Obecnie granica północno-wschodniego Iranu.

Tysiąc siedemset lat przed Chrystusem.
Ponad trzy tysiące siedemset lat temu.
Lub wcześniej.

Ukrop!
Potworny żar wylewał się z nieba niczym stopione, rozgrzane do czerwoności złoto.
Najgorętsze miejsce na ziemi!
Żółtopomarańczowe, pustynne góry drgały na horyzoncie swoim odwiecznym rytmem.

Ten, który wie – Zaratusztra.
Wybrany.
Wiedział, że jest Prorokiem.
Wyczekiwał godziny, kiedy zostanie mu objawione, rozbłyśnie światłość i dostąpi łaski.
Kapłan Zaratusztra wędrował latami po pustynnych górach Azji Środkowej.
Szukał Prawdy.
Prawdy niezmiennej i absolutnej.

Gdy skończył trzydzieści lat, pewnego dnia wyszedł z rzeki po rytualnej kąpieli i oto stało się.
Poczuł całym swoim jestestwem byt cudowny, nadprzyrodzony.
– Ktożeś ty? – zapytał w myślach Zaratusztra.
– Jam jest Wohu Manah, Bahman – Dobra Myśl.
– Jako Wybranego, powiodę cię, Zaratusztra, przed oblicze Boga Wszechmogącego.
– Prowadź, Bahmanie, czekałem na to!
– Zatem przed oblicze Boga Ahura Mazdy, pójdźmy!
– Pana Wszechrzeczy. Stworzyciela wszystkiego. Boga Prawdziwego i Jedynego.

I tak się stało.
Nie minęło mrugnięcie czasu, gdy wszystkimi zmysłami odczuł Zaratusztra niewysłowioną radość.
W jednej chwili poznał potęgę Boskiego Bytu.
Nie ma należytych słów, aby Go opisać.
Od zawsze był.
Teraz jest.
Na wieki wieków będzie trwać.
Wszechmogący i Wszechwiedzący.
Stworzyciel wszelkiego istnienia.
Początek i Koniec rzeczy.
Pan Niebios, Wszechświata oraz rzeczy widzialnych i niewidzialnych.
Jedyność, Mnogość i Nieskończoność.
Bóg Wszechmogący!
Wszystko.

I spostrzegł Zaratusztra w błysku chwili za sprawą Pana to, co niezrozumiałe.
Wielkie tajemnice zostały mu ujawnione.
Ujrzał to, co było od początku świata.
Zobaczył i to, co musi się stać przy jego końcu.
Poznał także źródło dobra oraz istotę i przyczynę zła.

Po czym Bóg Ahura Mazda odsłonił Zaratusztrze początek wszechrzeczy.
– Na początku były dwa duchy bliźniacze, działające w myśli, w słowie i w czynie. Jeden dobry, a drugi zły.
– I dobry nie istniałby bez złego, jak i zły bez dobrego.
– Te dwa duchy bliźniacze ustanowiły życie i niebyt, aż po kres istnienia świata.
– Życie ustanowił Dobry Pan, Ahura Mazda. Śmierć i niebyt – Zły Duch, Aryman – Angra Mainju.
– Dobry Pan przebywał w górze, w blasku nieskończonym. Aryman zaś w dole, w nieprzeniknionym, wiecznym mroku.

I było tak, że przy stworzeniu promień blasku przeniknął mrok.
Zły Aryman poznał, że nie jest sam, lecz że jest jeszcze coś innego, dobrego.
Przyciągnięty nadprzyrodzonym blaskiem, ku górze podążył za tą światłością.
– Chciał ją dla siebie pochwycić, pojmać i zniszczyć.
– Lecz Mądry Pan, Ahura Mazda, pragnął, żeby zły Aryman dobro wybrał i nakłaniał go do tego.
– Aryman pomyślał: „Oto ujrzałem słabość Ahura Mazdy. Przeto zło wybiorę!”.
– Wtedy zostanę sam Panem wszystkiego. Podstępem uderzę w świat przez niego stworzony.
Po czym złośliwie skalał świat i zbrukał wszystkie twory Ahura Mazdy.

Wtedy czas począł biec.
Ludzie i wszystkie stworzenia zaczęły się starzeć, chorować i umierać.
I rzekł Pan Bóg Wszechmogący, Ahura Mazda do Zaratusztry:
– Jam jest ten, który w dniu stworzenia człowieka, dał mu rozum i wolną wolę, aby między dobrem a złem sam wybierał!
– Oto zaprawdę objawiam ci Prawa Odwieczne, których ludzie przestrzegać winni:
– Zacne Myśli.
– Prawe Słowa.
– Dobre Czyny.
– Przy tym miłość ku wszystkim istotom żywym.
– Nadto wspomożenie ubogich i słabowitych. Tylko tyle i aż tyle!

– Wiedz, że każdy człowiek swój udział ma w moich zmaganiach ze złym duchem.
– Każdy po śmierci ze swoich uczynków sprawiedliwie będzie rozliczony.
– Prawi w obliczu moim na wieki będą się radować, a niegodziwi w obecności szydzącego Arymana wszystkie nieprawości swe będą musieli przeżyć.
– Tak jak cierpiały ich ofiary.

– Tak uczynię. To będzie cel mego życia – odrzekł Zaratusztra.

Gdy ujrzał okrutne i srogie brzemię czasu ziemskiego świata, w duchu zapytał Ahura Mazdę:
– Panie Wszechwieczny, dlaczego dopuszczasz nieprawość wielką, wojny, gwałty, rabunki i wszelakie cierpienia niewinnych? Czemu tego nie powstrzymasz?
Odrzekł mu Ahura Mazda:
– Ja dałem ludziom rozum i Dar Wolnej Woli.
– Jakżebym, jako Bóg, miał to zmienić i odebrać wam Dar Wolnej Woli, którym sam was obdarzyłem?

– Taka jest kolej rzeczy! – rzekł na koniec Ahura Mazda.
I uczynił Zaratusztra, jak rzekł mu Pan Bóg Wszechmogący.
Tak było, tak jest i tak będzie po wszystkie dni, aż do kresu wszechrzeczy.

Do zatrzymania czasu.


Epilog:
Zaratusztrianizm to jedna z najstarszych religii monoteistycznych czyli uznających wiarę w jednego Boga.
Naukowcy od lat toczą spory dotyczące czasu, w jakim działał Zaratusztra.
Historycy greccy, jak Plutarch i Diogenes Laertios, uważali, że żył on ok. sześciu tysięcy lat p.n.e.
Badacze przyjęli datowanie na ok. 1000–1700 lat przed Chrystusem.
Spory dotyczące datowania mogą wynikać z kwestii światopoglądowo-religijno-teologicznych.
Przyjęcie czasu życia Zaratusztry na ok. 1800 lat p.n.e. lub wcześniej podważyłoby prawdziwość zarówno początków judaizmu, jak i chrześcijaństwa.

Abstrahujmy zatem od czasu życia Zaratusztry.
Skupmy się na zapisach ujętych w podstawach tej religii, znanych jako święte księgi Awesta (Avesta).
Są one kompilacją starożytnych tekstów, na które składa się Jasna (Yasna), zawierająca modlitwy liturgiczne, oraz Gaty (Gāthās) – najstarsze hymny i psalmy.

Mówią one setki lat przed powstaniem judaizmu i chrześcijaństwa o:
– Jedynym Wszechmogącym Bogu.
– Stworzeniu i początku świata.
– Skalaniu wytworów Boga przez Złego.
– Walce dobra ze złem.
– Wolnej woli człowieka, jaką otrzymał w darze od Boga.
– Późniejszym przyjściu narodzonego z dziewicy Mesjasza.
– Ostatecznym zwycięstwie Boga nad Złym.
– Miejscu przebywania dobrych z Bogiem.
– Miejscu przebywania złych z Panem Zła.
– Czyśćcu, czyli miejscu, gdzie w nicości czekają na ponowne przyjście Boga dusze, które popełniły tyle samo dobrych, co złych czynów.
– Sądzie ostatecznym.
– Finalnym zmartwychwstaniu i zbawieniu wszystkich ludzi.

Zaratusztrianizm, podobnie jak inne religie, ma kilka szkół (denominacji), różniących się w kwestiach doktryny.
Np. diaspora Parsów w Indiach, pod wpływem chrześcijaństwa, uznaje Ahura Mazdę za Boga Wszechmogącego – tak jak to opisałem w opowiadaniu.
Ten pogląd jest kwestionowany przez szkoły zaratusztriańskich reformistów, domagające się oczyszczenia religii z dziewiętnastowiecznych naleciałości, głosząc, że Bóg nie jest wszechmocny, dopóki nie pokona Arymana.

Podaję link do strony polskich wyznawców tej religii: Strona polskich zaratusztrian
A także do bloga polskich zaratusztrian: Blog polskich zaratusztrian
Obok też link do wyczerpującego wykładu na temat wpływu zaratusztrianizmu na chrześcijaństwo: Wpływ zaratusztrianizmu na chrześcijaństwo

Czytając Stary i Nowy Testament, odnosimy wrażenie, że będącemu przecież Nieskończoną Miłością Stwórcy zostały w Biblii na przestrzeni wieków przypisane niskie, małostkowe, czasem wręcz brutalne i mściwe zachowania. Zachowania ze wszech miar ludzkie.
Działania takie absolutnie nie licują z Miłosierdziem Wszechmogącego Boga.
W Starym Testamencie dominuje u Boga ludzki, a nie Boski sposób myślenia!
Jak to się stało?

Użyjmy rozumu i wolnej woli, skoro je otrzymaliśmy!

Intrygująco o powyższych kwestiach mówią w wykładach dostępnych na YT: prof. Łukasz Niesiołowski-Spanò – wybitny badacz historii starożytności i judaizmu, oraz prof. Marcin Majewski – znakomity badacz Biblii i teologii chrześcijańskiej.

Zachęcam do internetowego pogłębienia wiedzy odnośnie Zaratusztry, zgodnie z zamieszczonymi określeniami w języku awestyjskim.

W języku angielskim dostępny jest także świetny tekst Pani prof. Kingi Paraskiewicz:
Thus does not speak Zarathustra

Polecam również monumentalne, sześciotomowe dzieło Historia chrześcijaństwa Warrena H. Carrolla.
Jest to doskonale udokumentowane połączenie intrygującej narracji z wnikliwie przedstawioną wiedzą historyczną.
Ukazuje często ukrywane – naukowe i obiektywne wydarzenia dotyczące chrześcijaństwa i kościoła na przestrzeni wieków.
Nawet po pobieżnym przeczytaniu Historii chrześcijaństwa Warrena H. Carrolla ujrzymy w zupełnie innym świetle fakty, które od dzieciństwa z uporem wpajano nam na lekcjach religii.

Wyjaśnienia dotyczące grafik:
Duch Dobra Myśl – Wohu Manah – jeden z Amesza Spentów – nie był białym aniołem ze skrzydłami (jest raczej ukazywany pod postacią księżyca lub białego jaśminu).
Także Drudż Aryman nie był ukazywany jako szatan z rogami.
Jednak z racji na nasze chrześcijańskie skojarzenia pozwoliłem sobie użyć takich grafik do ich zobrazowania.
Co ciekawe, profesor Łukasz Niesiołowski-Spanò w swoim wykładzie na YT pt. Jak powstawał judaizm? mówi, że postacie anielskie w chrześcijaństwie mają swoje źródło w religii perskiej.

Z intrygujących ciekawostek – czy wiecie, że Freddie Mercury, legendarny wokalista zespołu Queen, był wierzącym i praktykującym zaratusztrianinem?
Rodzina Freddiego, będąca Parsami, czyli perską diasporą zamieszkałą głównie w Indiach, wyznawała tę religię. Źródło: Zaratusztrianizm Freddiego Mercury'ego


Zaratusztra II – archaiczny języki

Azja Środkowa.
Obecnie granica północno-wschodniego Iranu.
Tysiąc siedemset lat przed Chrystusem.
Ponad trzy tysiące siedemset lat temu.
Lub wcześniej.

Ukrop!
Potworny żar z nieba niczem stopione, rozgrzane do czerwoności złoto się wylewał.
Miejsce na ziemi to najgorętsze!
Żółtopomarańczowe, pustynne góry rytmicznie na horyzoncie swem odwiecznym rytmem drgały.
A możeż mu się to jeno zdawało?

Tenże, który wie – Zaratusztra.
Wybrany.
Wiedział, iż Prorokiem jest.
Onej godziny wyczekiwał, kiedyż objawione mu zostanie, światłość rozbłyśnie, zaś łaska nań spocznie.
Kapłan Zaratusztra latami po rozpalonych pustynnych górach Azji Środkowej wędrował.
Szukał Prawdy, jaka od wieków jest.
Prawdy niezmiennej.

A gdyż trzydzieści lat mu minęło, kiejdy z rzeki po rytualnych ablucjach wyszedł, oto stało się!
Zrazu wszystkiem jestestwem swojem poczuł byt cudowny, nadprzyrodzony.

– Ktożeś ty? – zapytał w myślach ową istotę Zaratusztra.
– Jam jest Wohu Manah – Dobra Myśl, Bahman.
– Jako Wybranego, powiodę cię, Zaratusztro, przed oblicze Boga Wszechmogącego.
– Prowadźże, Bahmanie, bom na to czekał! – rzekł myślą Zaratusztra.
– Tedy przed oblicze Ahura Mazdy – Pana Mądrego pójdźmy!
– Pana Wszechrzeczy.
– Stworzyciela wszego.
– Boga Prawdziwego i Jedynego.

I takoż się stało.

Nie minęło ni czasu mrugnięcie, gdy w głębi jaźni swej, wszystkimi zmysłami odczuł Zaratusztra radość niewysłowioną.
W chwili onej poznał potęgę nieprzebraną Boskiego Bytu.
Nie maszci należytych słów, bo zaiste nie masz słów, coby Go opisać.
Od praczasu był.
Ninie jest.
Na wieki wieków trwać będzie.
Wszechmogący i Wszechwiedzący.
Stworzyciel wszelakiego istnienia.
Początek i Koniec wszelakich rzeczy.
Pan Niebios, Wszechświata tudzież wszech rzeczy widzialnych i niewidzialnych.
Jedyność, Mnogość i Nieskończoność.
Bóg Wszechmogący!
!!!!!!!!!!!!!!!Wszytko.!!!!!!!!!!!!!!!!

I postrzegł Zaratusztra, w błysku onej chwili niezrozumiałe za sprawą Pana.
Wielkie tajemnice zostały mu Przezeń ujawnione.
Ujrzał przeto to, co było od początku świata.
Obaczył to, coż musi przy kresie jegoż stać się.
Rozeznał takowoż źródło dobra, azaliż istotę i przyczynę zła wszelakiego.

– Otoć zaprawdę objawiam ci Prawa Odwieczne, których wszelki człek przestrzegać winien – rzekł myślą Bóg Ahura Mazda:
– Zacneż Myśli.
– Praweż Słowa.
– Dobreż Czyny.
– Przytem miłość ku wszem żywem istotom.
– Nadto wspomożenie ubogich i słabowitych.

– Jeno tyle, acz aż tyle!

– Wiedzże, iż człek każden, udział ma w zmaganiach moich z duchem złym.
– Odwiecznym, niestworzonym bytem – kłamcą: Angra Mainju – Arymanem.

Poczem Bóg Ahura Mazda odsłonił Zaratusztrze początek wszechrzeczy.
Na początku byłyć dwa duchy bliźniacze, działające w myśli, w słowie i w czynie. Jedenż dobry, a zły drugiż.
I rzeczą jest, iż dobry bez złego nie istniałby, zaś zły bez dobrego takowoż.
I stało się, że owe dwa duchy bliźniacze ustanowiły życie i niebyt, aż po kres istnienia świata.
Życie ustanowił Dobry Pan, Ahura Mazda.
Śmierć i niebyt – Zły Duch, Aryman – Angra Mainju.
Dobry Pan przebywał w górze, w blasku nieskończonym.
Aryman zaś w dole, w mroku wiecznym, nieprzeniknionym.
I było tak, że przy stworzeniu promień blasku przeniknął mrok.
Zły Aryman poznał, że nie jest sam, lecz iż jest jeszcze coś innego, dobrego.
Przyciągnięty nadprzyrodzonym blaskiem, ku górze podążył za ową światłością, chcąc ją dla siebie pochwycić, pojmać i zniszczyć.
Acz Mądry Pan, Ahura Mazda, pragnął, iżby zły Aryman dobro wybrał i do tego go nakłaniał.

Jednakowoż rzekł Aryman w sercu swem:
– Otom ujrzał słabość Ahura Mazdy. Przeto zło wybiorę!
– Wtedyć sam Panem wszystkiego ostanę.
– Podstępem w świat jego uderzę.
Tedy, złośliwie wszystkie twory Ahura Mazdy skaził i zbrukał wszelkie stworzenia jego.
Wtedyż czas począł biec.
Ludzie i wszelakie stworzenia starzeć się, chorować i umierać poczęły.
Aryman zaś zjadliwie ziemię skaził, czyniąc ją pustynną, wody mórz zasolił, więdnięcie roślin sprowadził, a na koniec czystość ognia nieskalaną zepsuł, dym tworząc.
Od owych dni rozpoczął się Wielki Zamęt i walka dobra ze złem trwa odwieczna, w której świat cały do cna się pogrążył.

I rzekł tedy Pan Bóg Wszechmogący, Ahura Mazda do Zaratusztry:
– Jam jest ten, który w onym dniu stworzenia człeka, dał mu rozum i wolną wolę, aby między dobrem a złem samże wybierał!
– Każden człek po skonaniu swem sprawiedliwie samego siebie rozliczy z uczynków swych, i przystojną karę sobie sam wymierzy.
– Prawi w obliczu Mojem na wieki radować się będą, a niegodziwi w obecności szydzącego Arymana wszystkie nieprawości swe ponieść będą musieli, takoż, jako ofiary ich cierpiały.
– Ból cielesny i duchowy znosić będą, jaki wszem istotom żywym ongiś zgotowali.
– I stanie się na końcu wieków, a dnia tego jeno ja sam znam, iż czas odkupienia świata nadejdzie.

– Onego dnia jać pokonam Arymana, a zło od dobra na wieki oddzielę, zaś porządek doskonały, zwany Aszą, ustanowię. – Umarli zmartwychwstaną, jakoż byli w chwale swej.
– Aryman, Pan Złości, jego demony i otchłań jego wraz z nieprawymi mą mocą i miłosierdziem w akcie wspaniałego zbawienia oczyszczę. – Tedy nastanie świat Boży, który na wieki wieków złączon będzie z wszystkiem stworzeniem i ze wszechświatem całem.

– Ujrzałeś przeto wszystko!” – rzekł w myśli Wohu Manah.
– Idźże tedy, Zaratusztro, a obwieszczaj wiarę w Jedynego Boga, któryż odwiecznie, niestworzony istnieje.
– Źródło wszelakiego bytu, Stworzyciela wszechrzeczy i bytów widzialnych i niewidzialnych, cielesnych i duchowych – Ahura Mazdę.
– Czcij Go jako Pana Mądrości, któregoż emanacyją miłość jest, prawda, ład i sprawiedliwość – Asza zwana.
– Głośże tedy wszem i wobec, iż oprócz Ahura Mazdy istniejeż druga istota, niestworzona i odwieczna, a zupełnie od pierwszej odmienna – imieniem Aryman, zwana też Angra Mainju.
Istota toż mordercza, złośliwa, kłamliwa, szkodliwa i zgubna.
Mądrości wszelakiej pozbawiona, dobra wszego przeciwnik.

– Takoż uczynię. Toż będzie celem żywota mego! – rzekł tedy Zaratusztra, przysięgając Panu.


Gdyć ujrzał Zaratusztra okrutne i srogie brzemię czasu ziemskiego świata, w duchu pytał Boga Ahura Mazdę:
– Panie Wszechwieczny, czemuż dopuszczasz nieprawość wielką, wojny, gwałty, rabunki i wszelakie cierpienia niewinnych? Czemuż tego nie powstrzymasz? – Wszakżesz Tyś Wszechmogący i wszystko uczynić możesz!
I odrzekł mu w myśli Ahura Mazda: -Jam dał ludziom rozum i Dar Wolnej Woli. – Człek w sumieniu swojem rozważa, co czynić ma i jakże to czynić będzie.
– Po skończeniu żywota swego każdy sprawiedliwie samego siebie osądzi.
– Za złe czyny karę poniesie, którą sam na siebie sprawiedliwie nałoży. – – – Złoczyńcy cierpieć będą w obliczu szydzącego Arymana za swe niegodziwe czyny, jakoż cierpiały ofiary ich.
– Znosić będą ból cielesny i duchowy, któryż zgotowali każdej istocie żywej. Zaprawdę powiadam ci, iż oni doznają wszelakich cierpień, które zadali niewinnym.
– Acz człek sprawiedliwy i prawy, nagrodę wielką otrzyma, przebywając ze Mną i na wieki się radując.
– Jakżeszbym, jako Bóg, miał to zmienić i odebrać wam Dar Wolnej Woli, którymżem sam was obdarzył?

– Zaiste powiadam ci: -Wolność, dana człekowi świętą jest i dla Boga samego!

– Na ostatek czasu, gdy nieprawi i występni kary swe odpokutują, Nieskończone Miłosierdzie Moje ogarnie wszetecznych i niegodziwych, tudzież ojca wszego zła i nieprawości – Arymana.
– Takać kolej rzeczy jest!” – rzekł Ahura Mazda na koniec.

– Pojąłem otoż cząstkę Mądrości Twej" – zrozumiał tedy Zaratusztra.
I uczynił, jako rzekł mu Pan Bóg Wszechmogący.
Krzewił przez wszystkie dni żywota swego wiarę w Imię Jego.

Azaliż, jako Prorok, widział czas i poznał, iż nauki te przez tysiąclecia wymazane będą, zaś część ich skrycie zawłaszczona przez inne wierzenia zostanie.
I ujrzał przeto, iż walka wyznawców onych wierzeń przyspieszy kres czasu.
Atoli tak się stać musi, nim świat ziemski przeminie.
Wszakoż Dar Wolnej Woli trwać będzie aż po kres kresów!

I zyskał tedy pewność Zaratusztra, iż kto morduje, rabuje, oszukuje i kłamie, przytem wszelakie zło w myśli, mowie i uczynku czyni – choćby w mniemaniu swem czynił to w Imię Boże rzekomo – w prawdzie jest on czcicielem Arymana. Pana Ciemności i Ojca Zła wszelakiego.
Onci narzędziem zła jego jest!
I tenże wycierpi, co cierpieli wszyscy, których ukrzywdził.
Zaiste, kara ta straszliwa i sroga!

Takoż było, takoż jest, i takoż będzie po wszystkie dni, aż do kresu wszech rzeczy.

Do zatrzymania czasu.


Epilog:
Zaratusztrianizm to jedna z najstarszych religii monoteistycznych czyli uznających wiarę w jednego Boga.
Naukowcy od lat toczą spory dotyczące czasu, w jakim działał Zaratusztra.
Historycy greccy, jak Plutarch i Diogenes Laertios, uważali, że żył on ok. sześciu tysięcy lat p.n.e.
Badacze przyjęli datowanie na ok. 1000–1700 lat przed Chrystusem.
Spory dotyczące datowania mogą wynikać z kwestii światopoglądowo-religijno-teologicznych.
Przyjęcie czasu życia Zaratusztry na ok. 1800 lat p.n.e. lub wcześniej podważyłoby prawdziwość zarówno początków judaizmu, jak i chrześcijaństwa.

Abstrahujmy zatem od czasu życia Zaratusztry.
Skupmy się na zapisach ujętych w podstawach tej religii, znanych jako święte księgi Awesta (Avesta).
Są one kompilacją starożytnych tekstów, na które składa się Jasna (Yasna), zawierająca modlitwy liturgiczne, oraz Gaty (Gāthās) – najstarsze hymny i psalmy.

Mówią one setki lat przed powstaniem judaizmu i chrześcijaństwa o:
– Jedynym Wszechmogącym Bogu.
– Stworzeniu i początku świata.
– Skalaniu wytworów Boga przez Złego.
– Walce dobra ze złem.
– Wolnej woli człowieka, jaką otrzymał w darze od Boga.
– Późniejszym przyjściu narodzonego z dziewicy Mesjasza.
– Ostatecznym zwycięstwie Boga nad Złym.
– Miejscu przebywania dobrych z Bogiem.
– Miejscu przebywania złych z Panem Zła.
– Czyśćcu, czyli miejscu, gdzie w nicości czekają na ponowne przyjście Boga dusze, które popełniły tyle samo dobrych, co złych czynów.
– Sądzie ostatecznym.
– Finalnym zmartwychwstaniu i zbawieniu wszystkich ludzi.

Zaratusztrianizm, podobnie jak inne religie, ma kilka szkół (denominacji), różniących się w kwestiach doktryny.
Np. diaspora Parsów w Indiach, pod wpływem chrześcijaństwa, uznaje Ahura Mazdę za Boga Wszechmogącego – tak jak to opisałem w opowiadaniu.
Ten pogląd jest kwestionowany przez szkoły zaratusztriańskich reformistów, domagające się oczyszczenia religii z dziewiętnastowiecznych naleciałości, głosząc, że Bóg nie jest wszechmocny, dopóki nie pokona Arymana.

Podaję link do strony polskich wyznawców tej religii: Strona polskich zaratusztrian
A także do bloga polskich zaratusztrian: Blog polskich zaratusztrian
Obok też link do wyczerpującego wykładu na temat wpływu zaratusztrianizmu na chrześcijaństwo: Wpływ zaratusztrianizmu na chrześcijaństwo

Czytając Stary i Nowy Testament, odnosimy wrażenie, że będącemu przecież Nieskończoną Miłością Stwórcy zostały w Biblii na przestrzeni wieków przypisane niskie, małostkowe, czasem wręcz brutalne i mściwe zachowania. Zachowania ze wszech miar ludzkie.
Działania takie absolutnie nie licują z Miłosierdziem Wszechmogącego Boga.
W Starym Testamencie dominuje u Boga ludzki, a nie Boski sposób myślenia!
Jak to się stało?

Użyjmy rozumu i wolnej woli, skoro je otrzymaliśmy!

Intrygująco o powyższych kwestiach mówią w swoich wykładach dostępnych na YT: prof. Łukasz Niesiołowski-Spanò – wybitny badacz historii starożytności i judaizmu oraz prof. Marcin Majewski – znakomity badacz Biblii i teologii chrześcijańskiej.

Zachęcam do internetowego pogłębienia wiedzy odnośnie Zaratusztry, zgodnie z zamieszczonymi określeniami w języku awestyjskim.

W języku angielskim dostępny jest świetny tekst Pani prof. Kingi Paraskiewicz:
Thus does not speak Zarathustra

Polecam również monumentalne, sześciotomowe dzieło Historia chrześcijaństwa Warrena H. Carrolla.
Jest to doskonale udokumentowane połączenie intrygującej narracji z wnikliwie przedstawioną wiedzą historyczną.
Ukazuje często ukrywane – naukowe i obiektywne wydarzenia dotyczące chrześcijaństwa i kościoła na przestrzeni wieków.
Nawet po pobieżnym przeczytaniu Historii chrześcijaństwa Warrena H. Carrolla ujrzymy w zupełnie innym świetle fakty, które od dzieciństwa z uporem wpajano nam na lekcjach religii.

Wyjaśnienia dotyczące grafik:
Duch Dobra Myśl – Wohu Manah – jeden z Amesza Spentów – nie był białym aniołem ze skrzydłami (jest raczej ukazywany pod postacią księżyca lub białego jaśminu).
Także Drudż Aryman nie był ukazywany jako szatan z rogami.
Jednak z racji na nasze chrześcijańskie skojarzenia pozwoliłem sobie użyć takich grafik do ich zobrazowania.
Co ciekawe, profesor Łukasz Niesiołowski-Spanò w swoim wykładzie na YT pt. Jak powstawał judaizm? mówi, że postacie anielskie w chrześcijaństwie mają swoje źródło w religii perskiej.

Z intrygujących ciekawostek – czy wiecie, że Freddie Mercury, legendarny wokalista zespołu Queen, był wierzącym i praktykującym zaratusztrianinem?
Rodzina Freddiego, będąca Parsami, czyli perską diasporą zamieszkałą głównie w Indiach, wyznawała tę religię. Źródło: Zaratusztrianizm Freddiego Mercury'ego


Dar

Mosze Rappaport obudził się o świcie, zlany potem, z twarzą skrzywioną gniewem. Nie cierpiał snów, w których pojawiał się jego dawno zmarły ojciec. W głębi duszy czuł, że te sny zawsze przynosiły zmiany w życiu jego rodziny. A Mosze nie lubił zmian. Echa ich dziwnej rozmowy nadal dźwięczały w jego półświadomej głowie. -Ty, Mosze, masz wielki Dar! - mówił ojciec. Nie mogę wyjawić jaki ale używaj go mądrze i z wielką rozwagą. -Ale, tate... Ja? - odpowiedział Mosze. prosty mełamed [1] w chederze? [2]-Jaki Dar? Nic o nim nie wiem! -Wielki Dar, Mosze. Masz imię po Proroku i masz Cenny Dar - upierał się ojciec. - Idź jutro o świcie na Górę Pustynną - tam go odnajdziesz! -Ale tate, jutro ma przybyć cadyk [3] Reb Levi Kohn z Hebronu, czekałem długo na niego, miałem w południe wysłuchać jego nauki. -Aj, Mosze, cadyk nie zniknie, a ja ci mówię - ty jutro idź na Górę Pustynną. Mosze wstał niespiesznie z łóżka, otarł rękawem resztki potu z czoła i głęboko się zamyślił. Wiadomo, każdy by chciał mieć Dar, choć to niedorzeczne, bo to tylko mara senna. Ale tak ot, na wszelki wypadek z żydowskiej ostrożności - pójdzie i sprawdzi. Kto wie? Najwyżej straci cały dzień. I cenne nauki cadyka. Słońce paliło niemiłosiernie, a powietrze na horyzoncie, usianej ostrymi skałami pustyni, zdawało się drgać w rytm uderzeń serca, a może nawet szybciej. Od czasu do czasu wiatr wzniecał tumany pyłu Judy. Mosze siedział, kiwając się rytmicznie w cieniu wielkiej Góry Pustynnej i medytował. Czekał na Dar. Minęło wiele godzin i nic się nie działo. Walczył z cisnącymi się do głowy myślami o dzieciństwie i doniosłych naukach Cadyka, które go dzisiaj ominą. Gdy słońce było w południowym zenicie zapadł w dziwny letarg, a może tylko mu się wydawało, że w głowie zaczęła mu się kołatać dziecięca wyliczanka: entele kiepele sigite ciaj, rapete kapete aj, waj… entele kiepele sigite ciaj, rapete kapete aj, waj… Po dłuższym czasie ocknął się i postanowił wrócić do domu. -Jestem stary a głupi, kto widział wierzyć w sny - pomyślał zrezygnowany. Zbliżało się południe. Sala była wypełniona po brzegi świątobliwymi Żydami i mieszkańcami miasteczka. Nawet na ziemi siedzieli chętni do wysłuchania światłych nauk. Uczony w piśmie, wielce szanowany za swoją mądrość cadyk Reb Levi Kohn z Hebronu głaskał powoli, jak to miał w zwyczaju swoją długą, siwą, szpiczastą brodę i rozpoczął nauki. - Szalom, Szalom, bogobojni Żydzi - rozpoczął Reb Levi, a następnie rzekł arcypoważnym tonem: -entele kiepele sigite ciaj, rapete kapete aj, waj… -entele kiepele sigite ciaj, rapete kapete aj, waj… Na początku słuchacze pomyśleli: - Cóż za nietypowe rozpoczęcie nauk! Mądrość cadyka zaiste wielka jest! Ale w miarę upływu czasu, gdy powtarzał w kółko to jedno dziwne, rymowane zdanie, po sali zaczął się nieść szmer zdziwienia, przechodzący w zaniepokojenie. -Cóż to ma być? Co to tutaj wyprawia się? - padały zewsząd pytania. Reb Levi Kohn zamknął oczy i natchniony, głaskając brodę nie przestawał coraz szybciej i szybciej powtarzać: -entele kiepele sigite ciaj, rapete kapete aj, waj… Zdezorientowani uczniowie cadyka unieśli go pod ramiona i szybko wynieśli z sali. -Rebe jest dzisiaj chory, niedysponowany on jest - tłumaczyli. Mosze Rappaport, jedząc wieczorną strawę z rodziną, walczył z całych sił ze zmęczeniem po całym dniu spędzonym w skwarze pustyni. Kleiły mu się oczy do snu. Jego syn Yehuda po posiłku powiedział:- Tate, ty nie masz czego żałować, że opuściłeś dzisiaj nauki cadyka bo dzisiaj Reb Levi Kohn oszalał. -Zamiast swoich nauk powtarzał tylko w kółko dziwną dziecięcą rymowankę… -Meszuga! [4] -Jak to nigdy nie wiadomo co siedzi w najmądrzejszym nawet człowieku! -dziwił się Yehuda. Ale tego wszystkiego Mosze już od syna nie usłyszał bo wcześniej wielce znużony spokojnie zasnął. Śnił o Wielkim Darze, którego nie miał… A później… Mosze Rappaport obudził się o świcie, zlany potem... słowniczek pojęć hebrajskich: [1] mełamed (hebr.) - nauczyciel w żydowskiej szkole - chederze [2] cheder (hebr.) - szkoła żydowska o charakterze religijnym [3] cadyk (hebr.) - charyzmatyczny przywódca religijny chasydó [4] meszuga (hebr.) - szaleniec, obłąkany

Skryba

Było to dawniej, niż dawniej jest dawniej.

Zgarbiony i pomarszczony.
Watykański skryba.
Rozumny wielce i w naukach wszech biegły. Mądrości czasu minionego strażnik.
W zimnych komnatach od zawsze święte księgi przepisywał. I obce mowy studiował.

Z każdą literą skreśloną, z każdą stroną przepisaną, jego serce, w rytm kościelnych dzwonów bijące, w mistycznym tańcu się unosiło.
Sztuka pisania modlitwą mu się zdawała, zaś teksty w wieczne świadectwo obecności Wszechmogącego się przemieniały.

Czas piętno nieubłaganie odcisnął. Dłonie jegoż, niczym drzew starych korzenie, stwardniały.
Nie mógł tedy pisać. Zaś księgi zgłębiać zdolnym był. Jakoż święte pisma badać.
Rozważał tedy istotę i naturę Wszechmogącego. I źródło zła odwiecznego, któreż go zawsze trapiło.

Dnia pewnego, na pergaminy, za księgami skryte, się natknął. W drżące, starcze dłonie ledwie czytelne manuskrypty ujął.
O perskim Kapłanie i Proroku o imieniu Zaratusztra mówiły. Tekst awestyjski skrybę do cna oszołomił!
Zaratusztra przed tysiącami lat żywot swój wiódł. Za sprawą ducha Dobrej Myśli objawiłż się mu Jedyny Bóg Wszechmogący – Ahura Mazda.
Odsłonił onż prorokowi początek wszechrzeczy.

Czytać skryba począł:
„A takoż to było:
Na początku były dwa Duchy Bliźniacze, działające w myśli, w słowie i w czynie.
Jedenż Dobry, a Zły Drugiż.
I rzeczą jest, iż Dobry bez Złego nie istniałby, zaś Zły bez Dobrego takowoż.
Stało się, że owe dwa Duchy Bliźniacze ustanowiły Życie i Niebyt, aż po kres istnienia świata.”


– Czyż Zaratusztra naszego Pana obaczył? – Skryba do głębi się zamyślił.
– Wszechmogący to dobro, tudzież zło zarazem? – z trwogą dociekał.
– Azaliż Stwórcą on wszystkiego, co widzialne oraz niewidzialne?
– Tedy i zło z Jego ręki pochodzić może!

Myśl ta przejęła go, jakoż plugawy robak toczący, co wgryza się głębiej.
Niepomny godzin ni dni, bez ustanku to roztrząsał. Oczy w głąb mu zapadły, zaś twarz poszarzała, jakoby dusza zeń uchodziła.

Bywało, iż nocami korytarzami Watykanu się błąkał, ze świecą się tlącą.
Bladym światłem cienie rzucał, co to jak upiory za nim się snuły.
Usta Skryby, spękane od modłów i dręczących myśli, słowa szeptały, co przerażenie w sercach współbraci wzbudzały:

Quis es, Omnipotens? – Kimżeś Ty, Wszechmogący?
– Czymże jesteś?
– Dobrem jeno, czyliś złem takowoż?

Mnisi, co go napotykali, wzrok odwracali, nie chcąc zjawy owej widzieć.
Zaś niektórzy szeptali, iż sam diabeł przez niego przemawia.
Przełożeni jego, świętokradztwem wzburzeni, ciężar w nim widzieli,
co na zgromadzenie rzucony jest, jakoby kamień młyński u topielca szyi.
Zawistni bracia, ci, co z dawna go nie cierpieli, nań donosili.
– Herezje to! Mowa potępiona na wieki! – szeptali, a języki ich niczym miecze ostre były.
Chwili sposobnej czekali, iżby nań oskarżenia rzucić.

Owej nocy, gdy pełnia księżyca jakoż oko Boga z niebios patrzała,
Skryba na odrzwiach celi swej wielki symbol nieznany spostrzegł.
Znak dłonią wyryty, której nikt nie obaczył.
Symbol ów literą był, ta zaś cyfrą była, która w znak jakowyś nadprzyrodzony przechodziła.

Znaku tegoż mimoż uczoności swej nie znał.
Dusza jego zadrżała, jakby na granicy poznania stał, boż wiedział, iż co przyszło, nie z tego świata było.
Coś pradawnego w głębi istoty jego się ozwało.
Dłoń trzęsła się, gdy symbolu dotykał, sposobem dla człeka niepojętym wyrytego.
Gorejący był i jakoby życie i moc wielką w sobie miał.
Znak ów tajemnicę zawierał, potęgę, acz przy tym niepokój.
Wtem z celi jegoż, ciche jak szept, dobiegło podłogi skrzypnięcie.
Wszedł do celi z bojaźnią, się rozglądając.
Tamże przestrzeń i czas wydawały się jakoby zmienione – powietrze gęstsze, czymś niewidzialnym przesycone, a czas zwolnił.
W kącie, gdzież przed chwilą jeno pustka ziała, teraz postać jakowaś widniała.
Jejż ciało drgało i falowało na granicy jaźni, bytu, światła i cienia.
Oczy zaś płonęły blaskiem nieziemskiego światła, wszechdobrego i mrocznego zarazem.
Serce mu zamarło.
Quis es? – wyszeptał, ledwie oddech łapiąc. – Kimże jesteś?
Ego sum qui sum. – Posłyszał głos, którego nie sposób było opisać.
Brzmiał jak mnogość głosów naraz.
– Jam jest, którym jest.
– Lecz czy wiesz, czymżem jest?
Postać uniosła prawicę, a światło świecy w owej chwili zgasło.
– Zło nie jest oddzielone od dobra, tak jakoż ci się wydawało – rzekła istota.
– To ty – ludzki rozum, słaby i wątły, co złączone dzielisz.
– Wszak ja jestem początkiem i końcem, światłością i ciemnością, nadzieją i strachem.
– Jam jest wszem.
– Jam WSZYSTKO!
– Powiadam ci – w człeku każdem takowoż dobro i zło na me podobieństwo jest!
– Zaprawdę więcej ci rzeknę – Jam jest w tobie jakoż we wszelakim stworzeniu, co żywot ma.
– Toż to bluźnierstwo... – wyszeptał Skryba, czując słowa w gardle mu grzęznące. – Bogiem żeś, czyś demonem?
– Czyż zaprawdę nie wiesz? – postać o oczach świetlistych odrzekła.
– Kiedyś pytał, czy Wszechmogący zło stworzył – toś mnie pytał.
– Jam echem twych myśli wątpiących, cieniem wiary twojej.
– Jam ten, któregoż się lękasz.
– Przybyłem, by zwątpienie twe rozwiać.

Skryba zimno poczuł, które przeniknęło go do szpiku kości.
Poruszyć się nie mógł, jakoby jego ciało w czasie zastygło.
Poznał, iż przed prawdą stanął, jakowej umysł człowieczy żadną miarą pojąć nie może.

Było to czymś więcej, niż więcej jest więcej.

– Zatem wiedz, człecze, iż... – jeno usłyszał, albowiem wrota celi rozwarły się.
Zadrżał.
To wiary strażnicy, współbracia jego, jako heretyka pojmać go przybyli.
Klęczącego na ziemi go obaczyli, twarzą do kąta pustego zwróconego.
Oczy jego były szeroko rozwarte, niczym jeziora wielkie a ciemne, i jakoby na coś patrzały, czego nikt inny dostrzec nie potrafił.
– Słuchamż Panie, słuchamż – szeptał.
– W imieniu Świętej Inkwizycji… – słowa go dobiegły.

Stał otoczony szczapami drewna, gdy ogarniały go płomienie stosu.
Pod stopami, ogniem lizane, odrzwia celi swej dojrzał i ów symbol tajemny, który literą był, ta zaś cyfrą była, która w znak jakowyś nadprzyrodzony przechodziła.
Wpatrywał się weń i bólu nie czuł.
Bezkresnie Boga miłował!
Bez baczenia, czyż był Dobrem jeno, czyż Dwoistością.
– Niktże za żywota ziemskiego prawdy tej nie zazna! – w duszy swej pojął.
Na ostatek w umyśle jego zakołatało: – Jam szczęśliwy.
– Przed obliczem Jegoż stanę, toż zapytam.

Quis es, Domine?

– Kimże jesteś, Panie?


Profeta

Świtało.
Było cicho jak makiem zasiał.
Starzec Profeta, siwą, pobrużdżoną zmarszczkami głowę oparł na steranych rękach.
Niczego już nie pragnął.
Wiedział, że umiera – w końcu był Profetą.
Czuł chłód poranka.
Przenikał go do szpiku kości.
Powiew wiatru przynosił znany zapach mokrej ziemi i liści.
Jego serce biło nierówno, a w głowie kłębiły się myśli.
– To już koniec – myślał, a jednocześnie początek czegoś nowego.
Był tego ciekaw.

Wszystko toczyło się torem, który On i jemu podobni dawno przewidzieli.
– Najlepsza pora do ostatnich rozważań o Świecie – pomyślał ze smutkiem.
– Jaki jest ten Świat?
– Jaki jest Człowiek?
Przed nim zgłębiali to inni. Czy to coś zmieniło?
– Nic, a nic!

Piękno Świata zawsze odurzało zmysły Profety.
Miliony barw w odwiecznym tańcu światła i cienia malowały pod jego powiekami magiczne płótno.
Góry, rzeki, lasy, morza skrywały w sobie wielkie tajemnice tysiącleci.
Były w nich zaklęte, dawno zapomniane historie.
W tym odwiecznym spektaklu natury, Profeta podziwiał wielki cud narodzin, najczystszy akt stworzenia,
gdzie nowe życie, jakby od niechcenia wyłaniało się z mroku nicości, wnosząc nadzieję...
I miłość.

Świat krył też makabryczne cienie.
I przerażające zło.
Wojny niosły krzyk bólu, a śmierć milionów zbierała żniwo niewinnych.
Zatruta chciwością rana na Matce Ziemi niszczyła odwieczną harmonię
i prowadziła do tragedii.
Nieugaszony pożar żądzy i zachłanności trawił ludzkie serca.
Namiętności i kłamstwa splamione zdradą wirowały w chaotycznym, chocholim tańcu.
Ludzkość była nieustannie pogrążona w swoim danse macabre.
Oszukać, ograbić, odebrać wszystko!
I zabić!
Tak było od początku. Tak jest. Tak będzie.
Nie da się tego zmienić!
Na nic przestrogi Mędrców, Wieszczów i Proroków!
Starzec Profeta wiedział, że Świat musi utopić się we krwi.

Już kończy się czas!
Starca Profety i Świata - widział to z przerażającą jasnością.
– Człowiek, stworzony na JEGO obraz i podobieństwo? – wymamrotał na koniec szyderczo.
– Ech, chyba ktoś przed tysiącleciami wymyślił i napisał o jedno zdanie za dużo…
Taka była jego ostatnia, świadoma myśl.
Potem wziął od niechcenia ostatni oddech.
I umarł...
Tak, jak umrze Świat!
I ludzkość!


Koniec

Zwyczajny dzień.
W tej samej chwili w różnych miejscach na świecie nastąpiły niecodzienne zdarzenia.

W Jerozolimie w dzielnicy Me’a Sze’arim Ryfka Rosenkrantz rozbiła lustro.
– Tak ja lubiłam to lustro – pomyślała ze smutkiem.
– Ajajaj, siedem lat nieszczęścia zdarzyć się może.
– Tfu, Tfu, tfu – splunęła trzy razy, ażeby odczynić po żydowsku.

W Midtown West w Nowym Jorku Patrick Murphy świętował szczęśliwy traf. Wygrał na loterii 188 milionów dolarów.
– Zleciłem dla wszystkich przelewy! – Na początek po milionie! – powiedział do rodziny.
– Teraz wreszcie będziemy mogli pożyć – dodał.
Po czym osunął się na ziemię.
Umarł.

W miasteczku Sitapur Rama Devi urodziła dziecko z dwoma twarzami, czterema rękami i czterema nogami.*
Wywołało to strach w całej okolicy.
Ojciec dziecka Ramphal rzekł: - Jesteśmy błogosławieni!
– To znak! – mówili mieszkańcy miasteczka. – Trzeba zapytać Guru, co oznacza.
– To już drugie takie dziecko w okolicy w ciągu roku – powtarzano.
Po naradzie wysłano Samira Jabbi, który studiował święte księgi, do Guru Amara Sahiba.
Dziecko jedną głową się uśmiechnęła, a drugą zapłakało.
Dwie ręce złożyło jak do modlitwy, trzecią zacisnęło w piąstkę, a czwartą wykonało obraźliwy gest.
Zapewne szybko by uciekło korzystając z czterech nóg, ale nie umiało chodzić.

W Moskwie w Pałacu Senackim Prezydent Rosji po obiedzie czknął cztery razy, przestał widzieć na prawe oko, lewym zaczął szybko mrugać i począł chodzić tyłem wydając odgłosy gdakania.
Zabrano go do podziemnego ambulatorium i wezwano okulistę, akademika Fiodorowa oraz neurologów.
Wojsko postawiono w stan stałej gotowości bojowej.

Kustosz katedry na Wawelu ks. prałat Zbigniew Szyszko–Firlet kolejny raz przyłożył głowę do kamienia.
Był w nieudostępnianych zwiedzającym podziemiach kościoła św. Gereona.
Cisza dzwoniła mu w uszach.
Miał wizję.
– Tak mało czasu! – upewnił się.

W czasie wiadomości na żywo, gwiazda telewizji CNN Jenny Kirsch uniosła oczy ku górze i trzykrotnie zagulgotała, niczym rozzłoszczony indor.
Następnie zwinęła usta w trąbkę i wybałuszywszy oczy zaczęła wydawać odgłosy starej lokomotywy.
– Szu, szu, szu,
– Szu, szu, szu,
Realizator wiadomości zerknął na scenariusz i po szóstym odgłosie lokomotywy puścił reklamy.

W Johannesburgu na wzgórzu Witwatersrand pomocnik archeologa Raymond Cork odkopał czaszkę oraz kości Australopiteka.
Było gorąco.
Pociemniało mu przed oczami.
Raymond miał udar.
Gdy się ocknął, zaczął mówić w czystym sanskrycie.
– santi, santi – शान्ति (sanskr. śānti) – powtarzał jak mantrę.

Oprócz powyższych zdarzeń w tym momencie nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło.
Wszystko było jak zwykle.
Ludzie rodzili się i umierali, dzieci wychodziły do szkoły.
Owady zapylały kwiaty.
Handlowano na placach targowych, jedzono i pito.
Zwyczajny dzień.
Nie było błyskawic, gromów i archanielskich trąb.
Zapowiadanego Armagedonu.

Wtedy – Bóg – zatrzymał – czas…


----
*fakt autentyczny
Urodziny dziecka w Indiach z dwoma twarzami, czterema rękami i czterema nogami: UWAGA - szokujący film!
O czakramie wawelskim: Czakram
Kości australopiteka: Przystanek Nauka



Kobiety!

Ach, kobiety!
Nasze matki i żony.
Czyjeś – bo przecież nie nasze – kochanki.
Prawdziwe przyjaciółki. Z sercami pełnymi ciepła, zrozumienia i miłości.
Natchnienie pisarzy, muzy artystów, opętanie szaleńców.
Rozpalające zmysły i budzące tęsknotę za tym, co niewypowiedziane.
Inspirujące charyzmą, wewnętrzną siłą, pięknem duszy – motywujące.
Bez nich świat byłby czarno-biały i nie miałby sensu.
Kobiety piękne i kobiety – szare myszki.
Mądre, czasami naiwne, o oczach zamglonych uczuciami.

Tak bardzo niedoceniane…
Często bite, poniżane, gwałcone – sprowadzone do roli przedmiotu.
Zależne od mężczyzn, pozbawione głosu i szacunku.
Wykorzystywane.
Pogardzane.
Niewidzialne.
Obarczane winą za cudze błędy.
W dawnych wierzeniach i religiach – uosobienie zła.
Czarownice.
Biblijna Ewa – przyczyna grzechu i wszystkich późniejszych nieszczęść?

Rzadko dopuszczane do władzy.
A nuż potrafiłyby rządzić lepiej, sprawiedliwiej i podejmowałyby lepsze decyzje od napakowanych testosteronem samców z wybujałym ego?
Upojonych władzą dyktatorów.
Ważnych.
Dumnych.
Żałosnych!

Może, gdyby rządziły, nie byłoby wojen, zabijania w imię chorych idei?
Świat byłby prostszy, a mężczyźni staliby się lepsi?
Na palcach rąk można policzyć złe kobiety u władzy, jak Katarzyna II czy Krwawa Mary Tudor.
Psychopatycznych tyranów były i są nadal tysiące!
To nie kobiety były przyczyną wojen i nie wywoływały konfliktów, jak pisali Homer, Wergiliusz czy Marquez.
To głupota i pycha mężczyzn.
Gdyby mężczyźni rodzili dzieci, ludzkość by wyginęła.
Smutny banał: mężczyzna nie przyzna, że kobieta jest od niego bystrzejsza lub że jest lepszym kierowcą.

Kobiety – pochylam przed wami głowę z szacunkiem.

Matriarchat biorę w ciemno!

Chyba straciłem właśnie kilku kumpli…


Miłość

Ewie, która jest moim wszystkim...

Leniwe popołudnie...
Słońce prześwitywało przez drzewa, a z oddali dobiegał śpiew ptaków.
Pachniało dymem i lawendą.
Ona i on.
Siedzieli obok siebie. Dotykał dłonią jej przedramienia. Powoli przesuwał palcami po skórze.
– Jak dobrze!

Razem od lat.
Nierozłączni – dzień po dniu, prawie od czterdziestu lat, odkąd powiedzieli sobie „tak”.
Wystarczająco długo, by poznać każdy swój gest, każdy, nawet najmniejszy, grymas malujący się na twarzy.
Przewidywali swoje ruchy, czytali sobie w myślach.
Kochali swoje dobre strony, pomagali sobie poskromić te złe.
– Mamy więcej szczęścia, niż na to zasłużyliśmy – powiedziała cicho.
– Zawsze razem! Ile to już wspólnych dni? Starczyłoby na więcej niż jedno życie! – ożywił się.
Uśmiechnęła się szelmowsko:
– Koty mają siedem żyć, to my możemy mieć choćby trzy!
– Nigdy się z tobą nie nudzę – odpowiedział.

Starzeli się razem, powoli, jak dojrzewa wino. Jego ręce były bardziej pomarszczone, nie miał już takiej pamięci, a jej włosy posiwiały.
Zdrowie nie to, co kiedyś.
Gdy patrzyła w lustro i nie mogła rozpoznać tej kobiety – martwiła się.
Ale kiedy kładł dłoń na jej ramieniu, patrzył jej w oczy, przytulał albo dotykał jej policzka – wszystko wracało do porządku.

– Myślisz, że takie rzeczy są zapisane gdzieś na górze? – spytała.
– Jeśli jest jakaś góra, to tak! – zażartował.
– Byliśmy sobie przeznaczeni. Ale jak się znaleźliśmy? To jak największa wygrana na loterii! Znaleźć drugą połówkę jabłka… – kontynuowała.
– Znaleźć się to jedno, ale nie zgubić się potem – to najważniejsze – odrzekł.

Wskoczyliby za siebie w ogień.
Przeżywali wszystko razem – radość, euforię, szczęście, dramaty, ból i strach.
Nie zawsze było idealnie.
Ot, życie.
Gdy się kłócili, świat eksplodował! Ostro, ale krótko.
Nie dusili w sobie złości.
Czasem ona płakała, a on przytulał ją siłą. Albo stawał obok i rozbrajał ją prowokującym uśmiechem czy głupią miną.
Złość wtedy odpływała.
Nie nosili w sobie urazy, nie rozpamiętywali krzywd, nie wypominali sobie błędów – to chyba klucz do szczęścia.
Ciche dni? Nie u nich. Nie było nawet cichej godziny!
Zrozumieć drugą osobę, postawić się w jej skórze…
To bardzo trudne.
Nie narzucali sobie woli, nie starali się za wszelką cenę postawić na swoim.
Dawali sobie wolność i przestrzeń na zainteresowania i pasje.

Może było im trochę łatwiej, bo podobnie patrzyli na świat?
Kiedy pojawiał się problem czy spór, nie unikali go, nie obrażali się.
Siadali razem, myśleli, analizowali.
Dyskutowali o wszystkim – wspólnie szukali prawdy. Do skutku.
Kochali te wspólne pogaduchy.
Często żartowali i śmiali się tak, że bolały ich brzuchy i łzy kapały z oczu.
Gdy się poznali, powiedziała do mamy:
– Wiesz, mogłabym przegadać z nim całe życie…

Patrzyli ze smutkiem na rozpad miłości wśród innych.
Jak miłość przechodziła w obojętność, pogardę, a nawet w nienawiść.
Czy można wtedy pomóc?
Niestety…
Każdy sam musi zrozumieć, co jest ważniejsze, i wybrać.
Czasem warto walczyć, czasem trzeba odpuścić.

Cicho, spokojnie i błogo…
Powoli kończył się kolejny wspólny dzień.
Ostatnie promienie słońca przesuwały się po ich twarzach.
Wiatr poruszał liśćmi drzew, a oni w zamyśleniu patrzyli, jak światło dnia zamienia się w noc.
Zadrżała.
– Chodźmy, zrobiło się chłodno.
Wstali równocześnie i… zderzyli się głowami.
Idealna harmonia – aż do bólu!
Do guza na głowie.


Nieumarły

Usłyszał huk.
Poczuł ogień z tyłu głowy.
Zaskoczony zmarszczył gęste brwi.
Ból odebrał mu oddech.
Rozpaczliwie nie chciał umierać!
Był jeszcze taki młody.
Za młody.
– Chciałbym jeszcze tyle zrobić… – pomyślał.

Zapadła ciemność.

A potem.
Jasne promieniste światło.
– Panie, nie każ mi umierać!
– Błagam daj mi jeszcze czas!
– Wszak Ty możesz wszystko!!
– Nie miałem dość czasu – rozpaczał.

– Byłeś dobry i jesteś odważny – odrzekł Pan.
– Pozwolę ci zatem, abyś pozostał pomiędzy.
Pomiędzy… a… pomiędzy… będziesz mógł zjawiać się w ludzkich snach.
Przekazuj ludziom prawdę.
I to, że kończy się czas.

Tak się stało.

Śnił się ludziom na całym świecie.
Wielu z nich, po przebudzeniu pamiętało jego twarz.
NIektórzy zapamiętali też słowa.
Zaczęto mówić i pisać o młodym człowieku ze snów.
Człowieku o gęstych, czarnych brwiach.
Ów człowiek, przekazywał przesłanie od Pana.

Czas płynął a on niestrudzenie wędrował po snach.
Ludzie jednak nie chcieli już pamiętać co mówił.
Co więcej, nawet zaczęli z niego drwić.
Naśmiewali się z niego.
– „Krzaczasty” - przezywali.
Wyszydzali.

A on…
Wzgardzony.
Zrozpaczony.
Bezsilny.
Zapłakał.
– Panie, zabierz mnie z powrotem do siebie!
Ludzie nie chcą prawdy!!!


Chciwy

Twarz miał ogorzałą od słońca i wiatru, niczym spękany, stary kamień.
Jego oczy okolone bruzdami zmarszczek płonęły złem.
Zgarbiony i zmurszały. Mściwy dziad!
-Samotny.
-Zgorzkniały.
-Chytry.

Jego zło przyszło z chciwości. Największe szczęście - bogactwo!
Chciał mieć wszystko. I miał coraz więcej.
-Kupował.
-Gromadził.
-Pomnażał.

Ciągle mało… Pożądał cudzego.
-Zawłaszczał.
-Odbierał.
-Wyłudzał.
Bali się go, schodzili mu z drogi, żeby nie kusić licha. A nuż czegoś znowu zapragnie.

Stawał się coraz gorszy.
Napawał się złem.
Smakował jego gorycz.
Wdychał podłość.
Cieszył się cierpieniem innych.
Karmił się nikczemnością.

Nocą, pogrążony w samotności, godzinami płakał…


Intuicja

Intuicja nie hałasuje.
Przysiada w kącie,
jak kot, który cicho mruczy,
czekając, aż do niego podejdziesz.

To nic pewnego,
ale wskazuje drogę
palcem niewidzialnym,
który wie szybciej niż rozum.

Intuicja to oddech,
który nagle staje się głębszy,
albo dreszcz na plecach,
gdy jeszcze się nie wydarzyło.

Bywa cieniem w lustrze,
który mówi: „– tam nie idź”,
albo ciepłem na dłoni,
które zachęca: „– tu zostań”.

Nie pyta, nie tłumaczy,
nie układa map.
Jest jak miękka linia światła,
która prowadzi przez mgłę.

Bywa sennym marzeniem,
które zostaje w pamięci,
przebłyskiem myśli,
gdy kogoś poznajesz.

Intuicja nie szuka pewności.
Potrzebuje wiary.
Jest głosem serca, który wie – i już.

Przeznaczenie

Przeznaczenie nie pyta o zgodę.
Kładzie ścieżkę pod stopami,
nawet gdy chcesz pójść inaczej.

Bywa jak wiatr,
który pcha żagle tam,
gdzie nie chcesz płynąć.
Czasem ukrywa się w obcym spojrzeniu,
w spotkaniu, które zmienia całe życie.
Jeśli czujesz więcej – możesz je oszukać.
Na chwilę…
Nie zawsze jest sprawiedliwe,
nie zawsze łaskawe.
Ale zawsze czeka
i waruje jak wierny pies.

Przeznaczenie to echo,
którego nie da się uciszyć.
To nieuniknione.
To wytyczona droga.
To część życia…

Zegar

– Czym jest czas?
Zamyślił się zegar... pomiędzy... a... pomiędzy.

Mógłby się zatrzymać i pomyśleć o tym dłużej, a może mu się tylko wydawało…
Jego serce – rozedrgane wahadło, szeptało mu, że czas jest dziełem Boga.
On był twórcą czasu i On go zakończy u kresu kresów.
– Bez czasu nic by nie było, ani dobrego, ani złego – rozmyślał.

– Nie byłoby życia!
– Nie byłoby śmierci!
– Wszystko by stało w miejscu, jak na jarmarcznym obrazie.
– Nie byłoby też jego, bo po co komu zegar, kiedy nie ma czego odmierzać?

– Ciekawe jak będzie, gdy kiedyś Bóg zatrzyma czas?
– Pękną wtedy serca zegarów.
– Wierzę, że Bóg ma na to jakiś plan – westchnął z nadzieją.
– Ma!!!
– Jak to Bóg!...

Od zawsze wybijał tonami kwadranse.
Niższymi dźwiękami półgodziny.
A najniższymi uderzeniami godziny.
Umiał dobrze liczyć.
Nigdy się nie mylił!

Wydawało mu się, że jest dobry.
W duszy swojej napiętej sprężyny taki chciał być...

Odmierzał czas narodzin, począwszy od pierwszego oddechu i czas ostatniego tchnienia...
Towarzyszył wszystkiemu i zawsze...

Marzono o cofnięciu czasu i zrobieniu czegoś inaczej, ale nikomu się to nie udało.
Może jednak oszukiwał i nie odmierzał czasu równo dla wszystkich?
Starzy ludzie mówili:
– Czym żeśmy starsi, tym szybciej mijają godziny, miesiące i lata.
– Zrób z tym coś!

Nie potrafił!
I zegar sam już nie wiedział, czy czas minął.
Płynie.
Czy tylko trwa.

Nie miał czasu dłużej o tym myśleć, bo właśnie minęło pomiędzy.
Pomiędzy... a... pomiędzy przeznaczone na rozmyślania.
Musiał dalej odmierzać czas.

Aż po sam kres…


Odeszli

zaglądają przez nasze drzwi
nasłuchują wokół po cichu
przebiegają dyskretnie na palcach
gdy otworzysz oczy znikają

nic nie mówią ale są obok
czujesz to, kiedy oczy zamykasz
pamietają wspólne historie
czasem migną myślą w twej głowie…

Wszechczas

zamykasz oczy, nadchodzi sen
widzisz obrazy przeżytych dni
i chwila tamta i przebłysk ten
to czas miniony zniknął jak cień

nauczyciele, kioskarz zza rogu
oni odeszli, daleko stąd
najbliżsi, dalsi, ci z twojej drogi
czy się spotkacie nie wiesz, bo skąd

…to szepczę ja,
                           -ja twoja PRZESZŁOŚĆ…
mam twoją twarz i włosy płowe
uczucia wszystkie przypomnieć mogę
…to szepczę ja,
                           -ja twoja PRZESZŁOŚĆ…

i nie oceniaj, nie osądź znowu
nie wierz tym kłamcom, co lepiej wiedzą
z Bogiem na ustach a sercach z lodu
ich poprzednicy już w piekle bredzą

…to jestem ja,
                           -ja twoje TERAZ…
mam twoje myśli i oczy twe
nic co byś chciał nie skryje się
…to jestem ja,
                           -ja twoje TERAZ…

bo co ma być, to stanie się
nic nie poradzisz, mignie jak sen
z tobą, bez ciebie - minie ten dzień
„dziś” możesz zmienić - przeszłości nie!

…to wołam ja,
                       -ja twoja PRZYSZŁOŚĆ…
przeczuciem czuję, czy szóstym zmysłem
że życia dar, jak bańka pryśnie...
…to wołam ja,
                       -ja twoja PRZYSZŁOŚĆ…

Anuszka olej rozlała już…


Homonim

Jeden muzyk nienażarty,
Wkurzył raz się - nie na żarty,
Bo marzyło mu się morze,
Przecież tam pojechać może.

A nad morzem polski lud,
Wcina śmietankowy lód,
To porusza setki bród,
Których, tam jest przecież w bród,
Popłynęli wszyscy w bród.

Muzyk wdrapał się na wał,
Patrzy, a tam jeden wał,
Ukradł z trawy nowy wał,
Widział to też ptaszek - kos,
Że wał leżał koło kos,
Tak to, walą ludzi w rogi,
W polu, co ma cztery rogi.

Jego żona, piękna Nora,
Rzekła, -co za krecia nora,
Dam do nory metal - miedź,
Wtedy spokój będę mieć
Pomyślała, że się miota,
To robota dla robota.

Nie wiem czyja to jest wina,
Chyba wypitego wina,
Że, leżała tam też piła,
Kiedy jego żona piła,
W mieście, co się zowie Piła.

Jedzie dalej na Pomorze
Chyba nic jej nie pomoże.
Rozpiął jej się później zamek,
Gdy jechała już na zamek,
By otworzyć odrzwi zamek,
Wierzę, powtarzała, wierzę.
Że, dostanę się na wieżę.

Bo tam czeka na nią paczka,
Którą, zostawiła paczka,
-Jej przyjaciół, -czyli laska,
Oraz dziadek, co to laska,
Go podpiera, przy chodzeniu,
Kiedy marzy mu się... laska.

Dziadek już nie będzie w stanie,
Chyba że szybciutko (w)stanie,
A on myślał, że wciąż może,
Kiedy jechał nad to morze.

No a teraz z dziadka - żebrak,
Kiedy laska rzekła, że brak
Odpłynęły dziadka chucie,
Przez tyranie w Nowej Hucie.

Dziadku, -idź w ostatni kąt,
Bo to nie jest już -ten kąt,
Został ci ostatni rząd,
Nie pomoże nawet rząd.

Lecz nadzieja jest do końca,
Partia wzywa swego członka
Lecz dziś Viagrą swego członka!

Życzenia

Z całego serca życzę Ci żebyś:
Mógł w zdrowiu cieszyć się życiem.
Kochał i był kochany.
Wierzył, że wszystko jeszcze przed Tobą.
Dostrzegł w ciemności to, co najważniejsze, co się liczy, co drogie.

Abyś:
Znalazł człowieka, który Cię nie sprzeda nawet, gdy będzie mógł na tym zarobić.
Nie sprzedał przyjaciela nawet kiedy będziesz mógł na tym zarobić.
Potrafił słuchać i dostrzec drugiego człowieka.
Miał wiarę w ludzi.
W świat.
Nie bał się przyszłości.

Byś:
Witał każdy dzień z uśmiechem i radością.
Nie oceniał, pomimo, że robią to inni.
Wybaczał.
Leciał odważnie w przyszłość na puszystych skrzydłach swojego anioła.

Wiem, jak to wszystko jest trudne.
Ale zależy od Ciebie!

Już nie pędź tak!
Stań na chwilę, pomyśl co naprawdę jest ważne!
Może słowo „przepraszam”?
Życzliwy uśmiech.
Dobre słowo.
Spojrzenie w głębię oczu i dotyk.
Miłość i przyjaźń.
Wzruszenie, łza w oku.

Tyle jeszcze możesz zrobić dobrego – to jedyna rzecz, z którą powinieneś się spieszyć…


Żarłok

Wiersz szalony dziś napiszę:
Uzbierałem garnek szyszek,
Zaraz też żem pożarł go,
Były smaczne że ho, ho.

Nagle szyszki drapią, palą,
Brzuch mi pawie rozwalają,
Pytam siebie gdzie tu racja,
Zaraz będzie perforacja.
Więc zażyłem leków garstkę,
Oraz kropli też naparstek.

Me jelita popychają,
Szyszki się gdzieś wybierają.
Którą stroną wyjdą sobie?
Górą, dołem co ja zrobię?
Opcje jak wiadomo dwie,
Kto pomyśli ten już wie.

Czuję, że się finał zbliża,
Pewnie ktoś mi naubliża,
No bo przecież Wy nie wiecie,
Już wyszedłem jestem w mieście.

Poty biją, serce łupie,
I ciśnienie rośnie w dupie,
Nie wytrzymam puszczę już,
Niech bitewny padnie kurz.

Jak myślałem tak zrobiłem,
I się wtedy obudziłem.
To nie koniec wiersza tego,
Odrobinkę szalonego.
Czas na morał jest przy końcu,
Słuchaj zatem mały dzwońcu.

Konsekwencje czynu twego,
Zawsze dorwą Cię kolego!
Drugi morał też wynika,
Dla każdego samotnika,
Sen czy jawa nieistotne,
Życie ciężkie jest SROmotnie!
Trzeci morał, kończyć czas,
Z kupą zapierniczaj w las!
Ten ostatni był przyziemny,
Ale wierzcie jakże cenny...